- Czekaj - powiedziałam - Ja... mimo wszystko, za bardzo się boję... Wolę to przeciągnąć, mimo, że to jest dziecinne... A jeżeli i tak umrę, razem ze szczeniakami? Nie mam nic do stracenia. Wolę zaryzykować, nie chcę mieć potem tej decyzji na sumieniu.
- Na pewno? - powiedział Geris. Ja tylko kiwnęłam głową.
- Och Kas! - powiedziała Acana i się rozpłakała. Prince mnie przytulił.
- Chodź do domu...- powiedział czule. I poszliśmy - Acana w swoją, my w swoją stronę.
*Kilka godzin później*
- Co się stało! - Krzyknął przerażony Prince.
- Nie ważne... chodź spać - powiedziałam, nie chcąc go martwić.
- I tak nie mogę. Ciągle o tym myślę...
<Prince?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz