- Tak. - szepczę. - Znałem go. W końcu był partnerem mojej siostry, Verony.
Próbuję sobie to wszystko poukładać w głowie. Dlaczego czasem jest tak, że jednego dnia ktoś jest, żyje i ma się dobrze, a następnego już go nie ma? Tak niespodziewanie? Tak samo było z samcem Beta, Drinem. Stracił życie w walce, w efekcie Chili nie ma partnera. Właśnie, Chili również ma szczenięta. Verona ma syna. To wszystko mogło zakończyć się z dnia na dzień?
Nixa mruczy coś pod nosem. Po jej "policzku" spływa łza. Pociąga nosem, po czym mówi cicho:
- Ja już pójdę do Despera...
Odchodzi. Ja i Maya zostajemy sami. Beagle jest wyraźnie załamana. Ocieram jej łzę.
- Maya... - zaczynam.
- Tak? - suczka podnosi głowę i patrzy na mnie smutnym wzrokiem.
- Ja wiem, że czasami jest beznadziejnie. - kontynuuję. - Tak jak teraz. Będzie nam brakować Fretsa i nigdy o nim nie zapomnimy, lecz... trzeba podnieść się żyć dalej. Nie można przez cały czas być załamanym.
Kiwa głową. Uśmiecham się słabo.
- I... - Przez chwilę się waham, czy jej to powiedzieć. Przełykam ślinę. Nie. Teraz nie jest na to odpowiedni moment. Ale zanim cokolwiek zauważam, orientuję się, że mój nos styka się z nosem zszokowanej Mayi. Cofam się krok do tyłu. - Kocham cię.
Maya? ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz