Dopiero teraz zauważam, że wstrzymywałem oddech, czekając na odpowiedź.
Przez chwilę stoimy tak, jakby żadne nie wiedziało, co robić dalej. Przytulam Another.
Przed oczami stają mi obrazy z przyszłości: nasza jaskinia nad strumieniem, wspólne spacery, starania o szczęście, właśnie teraz, kiedy jest wojna i tak ciężko cieszyć się życiem, może któregoś dnia małe, puszyste istotki bawiące się w grocie. Otrząsam się z wizji. Przecież jeszcze nic nie jest postanowione.
Ale... czy miłość potrzebuje oficjalnych zapewnień? Duszę w sobie pytanie, które przed chwilą chciałem zadać. To chyba oczywiste, że słowem 'my' każde z nas zastąpi słowo 'ja'.
Rozglądam się niespokojnie. Zaraz, przecież jest noc, a obok nas leży jedna z ofiar wojny. Wzdrygam się. Niechętnie i z oporem, ale przerywam przyjemną atmosferę:
- Co z nim zrobimy? - pytam, wskazując na wilka.
- Może wrzucimy do rzeki?
- Dobrze. Miejmy to z głowy.
Z trudem, ale udaje nam się zaciągnąć wilka do Mglistej Rzeczki. Tam też spłukujemy z siebie ślady krwi.
- Znasz jakąś dużą jaskinię? - pytam, patrząc na Another wymownie. Z jej uśmiechu wnioskuję, że wie, co mam na myśli.
Another? Gdzie zamieszka młoda para? ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz