Idziemy na spacer. Jestem nieco zmęczona, ale próbuję to ukryć.
- Coś ciekawego u Was? - pytam, uświadamiając sobie po dwóch sekundach, jak bardzo idiotycznie do zabrzmiało. Czekam, aż któraś z nich spojrzy na mnie jak na wariatkę lub ewentualnie odpowie.
- Nic. - Jessy wzrusza ramionami, ale jej wzrok jest utkwiony w moich oczach. - Oprócz tego, że codziennie trwają walki... to nic. - Dodaje sarkastycznie.
- A ty, Sala? - zwracam się do drugiej przyjaciółki.
- To samo. - wzdycha.
Nie trzeba długo się zastanawiać, by odkryć, że rozmowa się nie klei. Nagle uświadamiam sobie, która godzina.
- Słuchajcie, nie chcę przerywać rozmowy, ale moje stanowisko... Avendeer. - zwieszam głowę.
- Rozumiem. - odpowiadają jednocześnie. Uśmiecham się smutno i odchodzę.
- Coś ciekawego u Was? - pytam, uświadamiając sobie po dwóch sekundach, jak bardzo idiotycznie do zabrzmiało. Czekam, aż któraś z nich spojrzy na mnie jak na wariatkę lub ewentualnie odpowie.
- Nic. - Jessy wzrusza ramionami, ale jej wzrok jest utkwiony w moich oczach. - Oprócz tego, że codziennie trwają walki... to nic. - Dodaje sarkastycznie.
- A ty, Sala? - zwracam się do drugiej przyjaciółki.
- To samo. - wzdycha.
Nie trzeba długo się zastanawiać, by odkryć, że rozmowa się nie klei. Nagle uświadamiam sobie, która godzina.
- Słuchajcie, nie chcę przerywać rozmowy, ale moje stanowisko... Avendeer. - zwieszam głowę.
- Rozumiem. - odpowiadają jednocześnie. Uśmiecham się smutno i odchodzę.
* * *
Schylam się, gdy widzę, że jakiś wilk usiłuje na mnie skoczyć. Odwracam się, by go zaatakować. Przygniatam wroga do ziemi. Niestety, ze względu na moją niewielką siłę, mój atak zostaje odepchnięty ze strony przeciwnika. Chwyta mnie za kark i uderza o twardą ziemię. Obraz zamazuje mi się na kilka sekund, ale decyduję się wstać.
Odszukuję wzrokiem Drina, naszego Betę. O ile dobrze wiem, powinien być gdzieś na polu bitwy. Salavana jest obecnie ze szczeniakami, pilnuje je i uczy. Może to dobry sposób, by odwrócić uwagę małych.
Ale Drina nigdzie nie ma.
Niespokojnie obracam się. Nie udaje mi się znaleźć żadnej znajomej "twarzy". Za dużo wilków, za dużo...
Biegnę do przodu, w sam środek walki. Na ziemi leży dużo martwych. W większości są to ci, z którymi ledwo co zamieniłam kilka słów. Kątem oka dostrzegam... Sachę la Fleur? To chyba ona. Duży, czarny basior podnosi ją za szyję i zaczyna wymachiwać na wszystkie strony. Ruszam w ich stronę szybkim krokiem, ale gdy jestem obok, wilk rzuca nią o drzewo. Suczka zamyka oczy i nieruchomieje.
Z przerażeniem patrzę na tą brutalną scenę. Dociera do mnie, że nawet, gdybym próbowała coś zrobić, to z moim wzrostem niewiele mogłabym zdziałać. Nie jestem zbyt wysoka. Zanim dochodzę do siebię, ktoś mnie przewraca. Przyciska łapą i mówi chłodnym tonem:
- Zaraz zginiesz, Catherine.
Usiłuję przypomnieć sobie, skąd zna on moje imię.
Wtedy sobie uświadamiam. To jest t e n s a m wilk, z którym walczyłam kilka miesięcy lub nawet rok temu. Byłam wówczas przy ruinach zamku razem z Gabrielem. Wtedy prawie oboje straciliśmy życie. Niewiele brakowało.
Dlatego on zna moje imię.
Wyrywam się, staję przed nim i szczerzę kły. Kładę uszy po sobie, gotowa do walki. Rzucam się przeciwnikowi do gardła. Zaciskam zęby na szyi wilka, a ten potrząsa głową i uderza we mnie łapą. Upadam na ziemię, ale szybko wstaję i wracam do walki.
Pewien widok sprawia, że na chwilę przestaję oddychać. Wilki atakują charta, którego rozpoznałabym wszędzie.
Drin.
Zamieram w bezruchu. Nie mogę się poruszyć. Chcę pobiec do Bety, ale nie potrafię przesunąć się o te kilka metrów. Czekam, aż wstanie do walki...
Ale nic takiego nie następuje. Nie rusza się. Jest martwy.
Z trudem tłumię szloch. Wilk tylko czekał na taką okazję. Przewraca mnie, unosi do góry i z dużą siłą uderze o ziemię. Wydaję z siebie cichy jęk. Przymykam oczy.
Myślę o Gabrielu, który jest moich partnerem. O moich najlepszych przyjaciółkach - Jessy i Salavanie. Mogę ich tak po prostu zostawić? Odejść bez słowa?
Jakiś pies przeskakuje nade mną i wgryza się w szyję mojego napastnika. Nie udaje mi się go rozpoznać. Powoli odpływam.
Ktoś chce być bohaterem?
Pewien widok sprawia, że na chwilę przestaję oddychać. Wilki atakują charta, którego rozpoznałabym wszędzie.
Drin.
Zamieram w bezruchu. Nie mogę się poruszyć. Chcę pobiec do Bety, ale nie potrafię przesunąć się o te kilka metrów. Czekam, aż wstanie do walki...
Ale nic takiego nie następuje. Nie rusza się. Jest martwy.
Z trudem tłumię szloch. Wilk tylko czekał na taką okazję. Przewraca mnie, unosi do góry i z dużą siłą uderze o ziemię. Wydaję z siebie cichy jęk. Przymykam oczy.
Myślę o Gabrielu, który jest moich partnerem. O moich najlepszych przyjaciółkach - Jessy i Salavanie. Mogę ich tak po prostu zostawić? Odejść bez słowa?
Jakiś pies przeskakuje nade mną i wgryza się w szyję mojego napastnika. Nie udaje mi się go rozpoznać. Powoli odpływam.
Ktoś chce być bohaterem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz