niedziela, 14 grudnia 2014

Od Maybe - CD historii Kyry

 Szłam kierunku miasteczka, miałam ochotę na coś ludzkiego. Tam tez nie było wilków i mogłam czuć się bezpieczniej. Do granicy zostało mi zaledwie pół kilometra, gdy do moich nozdrzy napłynął nowy, obcy zapach. Należał on wprawdzie do psa, ale zdecydowanie mi nieznanego. Zboczyłam więc nieco z drogi, aby się temu lepiej przyjrzeć. Za zapachem doszłam do niskiej skarpy, na której przystanęłam, by przyjrzeć się lepiej psom. Wychyliłam się. Pode mną szli sporawy Munsterlander i chyba mieszaniec. Już chciałam zagadać, gdy poślizgnęłam się, zrzucając kilka kamieni. Oba psy uniosły głowy. Chwilę patrzyliśmy na siebie w bezruchu, po czym zeskoczyłam do nich, stając przed nimi.
- Kim jesteście? - Zapytałam bez określonych uczuć.
- Przyszliśmy z daleka - odpowiedział większy pies. - Czyżbyśmy wkroczyli na czyjeś terytorium? - Dodał już z mniejszą pewnością.
- Tak, to prawda. To tereny Sfory Psiego Głosu, ale nie macie się czego obawiać. Chętnie was przyjmą. Chyba że nie chcecie zostac - dodałam szybko.
- Nie! - Odezwali się oboje.
- Oczywiście, że chcemy - dodała suczka.
- W takim razie świetnie. Chętnie bym was oprowadziła, ale chciałabym jeszcze załatwić parę spraw. Chodźcie za mną, zaraz kogoś wynajmę.
 Oboje poszli za mną na najbliższą łączkę. Tam zawsze przebywało sporo psów, zwłaszcza teraz, gdy trwała wojna i nie pozostało wiele przyjemnych miejsc. Tak i teraz, zastałam kilka.
- Poczekajcie, kogoś zawołam - obdarzyłam ich uśmiechem i potruchtałam do sforzan. Szybko popytałam kilku, ale większość była zajęta lub dopiero co wyszła ze szpitala.
- Maybe? - Zaskoczył mnie z tyłu Frets.
- Hm? - Obróciłam się.
- Kto to? - Wskazał głową nowych przybyszy.
- Są nowi. Może chciałbys oprowadzić?
- Chętnie zajmę się tą sunią.
- Ok. Nazywa się Kyra - jej imię usłyszałam, gdy ze sobą rozmawiali. Z tego wszystkiego nie spytałam ich o nie.
- Super.
- Udanego spaceru.
 Frets pobiegł do suczki, a ja doszłam do wniosku, że sama będę musiała zająć się munsterlanderem. Z jednej strony mi to zawadzało, ale z drugiej nie miałam nic przeciwko Poznaniu kogoś nowego. Zwłaszcza, że okazja bycia pierwszym znajomym nowego moze się nie powtórzyć.
 Poszłam do psa, który rozglądał się ciekawsko.
- No cóż, reszta widocznie jest zajęta - stwierdziłam. - Mogę przełożyć swoje plany, więc... Masz na coś specjalnego ochotę? Np. popływać w jeziorze, napić się, coś zjeść?

Johan?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz