-Ychy...-Kiwnąłem głową i spojrzałem się w ziemię.
-Coś się stało?-Spytała Nixa.
-Nic...po prostu żałuję...
-Czego?
-Że wtedy odszedłem od rodziny.-Odpowiedziałem i westchnąłem ciężko.
-A co się wtedy stało?-Spytała.
-Urodziłem się w ludzkim domu...moi rodzice dali się udomowić.Właściciel chciał zrobić ze mnie takiego samego psa.Ja niestety mu uległem.Pewnej nocy usłyszałem wycie i bieg.Kiedy wyszedłem przestraszony na dwór przed mną stanął wielki dingo.Był taki dumny i wolny.Poczułem wtedy taką niezależność.Dingo obejrzał mnie i zaproponował odejście i przyłączenie do sfory.Oczywiście jako głupi szczeniak zgodziłem się.Nawet nie obejrzałem się wstecz i poszedłem za nim.Kulał na jedną tylną łapę i miał dużo śladów po walce.Nazywał się Shiro i był alfą największej sfory w Australii.Szkolił mnie i trenował na mordercę.Wtedy stałem się inny...moim najlepszym przyjacielem był Attaki.Był synem Shiro.Alfa postanowił,że jak skończę dwa lata to ja będę rządzić.Nie mogłem się doczekać tego dnia,ale...kiedy patrolowałem kanion z Attakim usłyszeliśmy wycie,skomlenie i strzały.Pobiegliśmy na tereny i tam było dużo ludzi z strzelbami.Strzelali do wszystkich.Jeden wycelował we mnie,ale dzielny Attaki wskoczył za mnie...-Powiedziałem bliski od łez.-Mówił żebym był silny...że dam sobie radę.Wtedy ludzie przestali strzelać.Ale kiedy Attaki wydał ostatnie tchnienie skoczyłem na tego,który go zastrzelił.Potem na kolejnego.Pozostałe dingo robiły to samo,aż ludzie uciekli.Ta akcja pochłonęła wiele psów.Na każdym kroku leżało ciało.Do dziś pamiętam tą chwilę jak Shiro rzucił się na ciało Attakiego i nie mógł się z tym pogodzić.Potem pochowaliśmy go na szczycie.Cały pogrzeb stałem z boku i winiłem sam siebie.Ukończyłem dwa lata...stałem się alfą,ale i wtedy los chciał inaczej.Shiro wdał się w bójkę z innym członkiem.Byli bliscy od wali.Naskoczyłem na tamtego drugiego i zabiłem.Shiro było wstyd za mnie.Uciekłam,a pózniej znalezli mnie ci od walk.Po paru dniach uciekłem im i dotarłem tu...
Nixa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz