Jeden pies zapytał się
- Co jej się stało?!!!
- Musimy iść szybko do kącika szpitalnego!!!
Ja i Catherine niosłyśmy na plecach Salavane dość zwinnie. Szybko doszłyśmy do szpitala i Castile szybko położył ją na posłaniu. Musiała przejść długą operacje, ponieważ wilki dogryzły się dość głęboko w skórę Salavane. Po operacji szybko pobiegłyśmy do malutkiej jaskini w jakiej leżała. Pierwsze pytanie poleciało od Catherine:
- I jak???-zapytała zaniepokojona- Czy to poważne???
- Nie- uśmiechnęła się lekko do nas- muszę tylko przez parę dni tu jeszcze poleżeć.
- Będziemy ciebie codziennie odwiedzać. I przynosić co tylko zapragniesz- powiedziałam uśmiechając się.
Gdy księżyc wyłaniał się już zza krajobrazu razem z Catherine poszłyśmy do domu (jaskiń).
- Biedaczka...- westchnęłam- jaka ta wojna jest niebezpieczna. Już nikt tu nie może czuć się bezpieczny. Ale puki mamy takich dobrych wojowników nic nie stracone.
- Masz rację- powiedziała szybko idąc w stronę swojego sektoru- pa, jutro przyjdę po ciebie to zajdziemy do Salavane.
Pożegnałam się i poszłam do jaskini. Z rana przed wejściem do mojej jaskini widniała Catherine. Wyskoczyłam z łóżka i pobiegłyśmy do szpitala. Gdy weszłyśmy do pokoju suczki chodziła już powoli po jaskini.
- Widzę że czujesz się już lepiej?- zapytała Catherine
- Tak, mam już więcej sił...- powiedziała zwracając uśmiechnięty pyszczek w naszą stronę.
- Cieszymy się!!!- powiedziałam przytulając ją i Catherine na raz.
Wydawało mi się że po kilku latach szukania w końcu znalazłam przyjaciółkę od serca. I to nie jedną, bo dwie przyjaciółki. W końcu poczułam się lubiana i kochana. Nigdy już ich nie opuszczę.
< Salavana? Catherine? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz