Był dzień idealny dla mnie. Padał deszcz, waliły pioruny... och, cudowna
pogoda. Postanowiłem, że pójdę do lasu. W czasie tej wędrówki zacząłem
śpiewać piosenkę Hipotermia: Hipotermia:
zimny wiatr rozwiewa szlak, po niespełnionych marzeniach gdzieś tam głęboko na dnie mojego zmarzniętego serca, a ja nie umiem znaleźć w sobie światła, nawet w świetle.
Nagle pieśń przerwała mi jakaś suczka.
- Pf... czego chcesz?
Madeline?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz