Postawiłam krok naprzód, jednak zaraz się cofnęłam. Ewidentnie czułam w powietrzu innego psa... Całe moje ciało drżało, a uszy stroszyły się i opadały gwałtownie. Las, przejmująca cisza i całkowicie mi obcy pies. Ten rosnący strach i podniecenie, przyprawiał mnie o szybki, ciężki oddech. Czego ja się właściwie bałam? Pokręciłam głową i ruszyłam sztucznie pewnym krokiem przed siebie, jednakże z opuszczoną głową. Nagle wpadłam na coś i odbiłam się, usiłując z trudem łapać resztki równowagi.
- Uważaj, jak idziesz! - usłyszałam pod łapami głuche warknięcie. Na początku świat mi się zamazał, tak jakby odbicie lustrzane zmącone kroplą deszczu. Odzyskałam wzrok i zamrugałam oczami. Obok mnie stał poirytowany, krótkonogi pies. Zmierzyłam go wzrokiem; niespodziewanie odezwała się we mnie żyłka buntu.
- Słuchaj, ty także mógłbyś nie stawać gdzie popadnie - stwierdziłam. Co dziwne, mój głos był wysoki i całkiem nie podobny do mnie - groźny.
- Wrrr, daj mi przejść - syknął jamnik. Coś kazało mi się zachować niegrzecznie i nieposłusznie nie zeszłam z drogi. - Słyszysz mnie?!
- Nie. Powtórzy pan? - spytałam ironicznie, unosząc brwi. Natchnęło mnie dzisiaj na złośliwości. Jeszcze nie wiedziałam, ale potem słono tego żałowałam.
- Dziecko. Odsuń. Się. - wycharczał dobitnie kładąc nacisk na każde ze słów.
- Nie. Jakoś nie dosłyszałam... - udawałam, że wytężam słuch.
Miałam nad nim przewagę. Był niski i chuderlawy. Co z tego, że starszy?
- Jak się nazywasz? - zmienił temat, mówiąc słodkim głosikiem. Węszyłam podstęp...
- Madeline - odparłam trochę niepewnie.
- Świetnie! - zaśmiał się złowieszczo. - Idę do alfy. Przygotuj się na walkę. JUTRO.
Tymi słowy zakończył naszą 'przemiłą' pogawędkę i odszedł nieźle wkurzonym krokiem, w tą stronę z której wrócił. Oj, chyba nie dokładnie o taki efekt mi chodziło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz