Zaprowadziłem suczkę do miasta.
- Jest to niebezpieczne miejsce, ale o książki tu łatwo - powiedziałem, leżąc w krzakach obok Casey. - Przetrwaniem zajmiemy się, gdy przyjdzie czas dostać się do dalszych zakątków Pyskowic. A teraz za mną.
Wyskoczyliśmy z zarośli, kierując się już w stronę księgarni, widocznej już za zakrętem. Z tej strony nie roiło się od ludzi, więc bez problemu dotarliśmy do pomieszczenia. Wszedłem pierwszy, czając się przy ścianie. Lekarka podążała cicho za mną. Sprzedawczyni akurat słuchała muzyki i coś czytała. Wziąłem kilka dobrych książek i jakiś zeszyt. Podałem kilka Casey, bo mi już nie starczyło miejsca w pysku. Wychodząc... wychodząc przewróciliśmy stolik...
- Kundle, wynocha! - Jakaś ciężka cegła <książka> przeleciała nad naszymi głowami.
Rzuciliśmy się do biegu. Jak na złość... Drzwi otwierały się do środka, w pysku miałem książki... Szybko oparłem się o nie i kilkakrotnie nacisnąłem klamkę.
Udało się akurat kiedy sklepikarka ruszyła za nami.
Biegiem dotarliśmy na tereny sfory, prawie upuszczając książki. Towar rzuciliśmy dopiero w lesie, niedaleko mojej nory. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
Casey? XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz