czwartek, 24 kwietnia 2014

Od Shisuhito - CD historii Ezio

- Dzięki - uśmiechnęłam się miło. - A jeśli chodzi o miejsce zamieszkania, to możesz mieszkać ze mną do czasu, gdy znajdziesz swoje miejsce... Razem podobno raźniej.
 Ezio uśmiechnął się w odpowiedzi. "Ten pies dużo zmieni w twoim życiu...", powiedział ten głos zwany przez nas "zdrowym rozsądkiem". Zawsze się pojawiał w chwilach wahania i dezorientacji. Rzadko kiedy z tak bezsensownych powodów jak ten.
- O czy tak myślisz?
- A takie tam rozmyślania współczesnej abstrakcjonistki... - odpowiedziałam wpatrując się w płomienie. Czasem można w nich znaleźć natchnienie.
 Ezz, tak go nazwałam w myślach, zatrząsł się.
- Nie jest ci zimno? - zapytałam z poczuciem winy, że ja się grzeję pod niedźwiedzią skórą, a on tam marznie.
- Trochę - skłamał samiec.
 Na siłę narzuciłam na niego okrycie. Przecież zaraz koniec jesieni! Takie bezmyślne marznięcie na dworze może się skończyć przeziębieniem lub, co gorsza, grypą.
- Mam tu niedaleko jaskinię... - Powiedziałam cicho uprzytomniając sobie ten fakt. Przecież daleko do lasu nie mam. Ja w nim mieszkam. - Możemy tam pójść...
- Naprawdę mnie do siebie zapraszasz? - nie dowierzał mi Ezio.
- Naprawdę - odpowiedziałam wstając. - Weź "niedźwiedzia".
 Ruszyliśmy, wcześniej gasząc nasze skromne ognisko, w stronę mojej kochanej jaskini. Była dość blisko, po niecałej półgodzinie dotarliśmy na miejsce. 
- Poczekaj tu chwilę - powiedziałam do mojego towarzysza i ulotniłam się w lesie.
 Po chwili wróciłam z mchem i innymi miękkimi naturalnymi "poduszeczkami", a następnie ułożyłam z nich legowisko na dużej półce skalnej umieszczonej w połowie wysokości ściany.
- Ezio! Pora spać! - Krzyknęłam zabawnie.
 Pies zgrabnie wskoczył na półkę, a następnie razem położyliśmy się na legowisku i przykryliśmy skórą. Przynajmniej było nam ciepło.
***w nocy***
Obudziłam się o nieznanej mi porze z krzykiem na ustach i mokrym od potu ciałem. "Znów powrócił", pomyślałam. Parę dni po mojej ucieczce z miasta męczyły mnie koszmary. O mojej śmierci i o śmierci moich bliskich. Mimowolnie zapłakałam.
- Co się stało? - zapytał troskliwie Ezz, jednak po chwili domyślił się o co chodzi. Przytulił mnie i zaczął powtarzać półgłosem:
- Nie martw się. To tylko sen... Tylko sen...
 Po jakimś czasie zmorzył nas sen.

< Ezio? Co będzie dalej? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz