piątek, 14 marca 2014

Od Sedy

Ciemność, ciemność, powieki w górę. Jasność. Niby takie banalne a trudne do opisania. Długie ziewnięcie na ,,dzień dobry" i świat od razu piękniejszy. Wstałam. Po raz miliardowy raz zrobiłam to co zawsze: usiadłam na progu jaskini, myśląc nad sensem istnienia, filozofując, aż nagle przypomniałam sobie o Jessy. Nie pamiętam ile dni temu ją widziałam. Pewne źródło podało, że ostatnio przebywała z pewnym osobnikiem płci przeciwnej. Ja tu lampię się na drzewa, a może już za trzy sekundy zostanę ciocią. O nie! Nie przegapię porodu! W jednej chwili zerwałam się i wystrzeliłam niczym strzała w kierunku... przed siebie. Nie wiadomo dokąd, byle ją znaleźć. Po kilku minutach błądzenia, się udało. Siedziała obok jakiegoś psa. Byli nadzwyczaj przejęci, zamyśleni, a obok unosiło się coś w rodzaju mgły. Jakby jakieś widmo ich nawiedziło.
-Jessy?- podeszłam bliżej.- Ale u was ciężka atmosfera. Coś się stało?

<Jessy? Jason? Wybaczcie, że się wcięłam, ale taka moja natura.>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz