- A...
- Ty o nic się ni martw... - Przerwałem jej. - No to do jutra. - Spacerem ruszyłem w stronę mojej jaskini. Nazajutrz z samego rana poszedłem do jaskini Jessy.
- Jessy, wstawaj. - Powiedziałem stojąc nad nią.
- Coo? Ale mieliśmy się spotkać dopiero wieczorem... - Powiedziała zaspana.
- No, to zaszła zmiana planów. - Uśmiechnąłem się. - No chodź! - Podniosła się. Ruszyliśmy na spacer, który potem nie był już spacerem...
- To, tak właściwie gdzie idziemy? - Zapytała.
- Bądź cierpliwa, a się dowiesz. - Potem ruszyliśmy. Najpierw zabrałem ją do miasteczka. Wiedziałem, że to niebezpieczne, ale rano nie ma tam ruchu. Przechadzaliśmy się ulicami, było tam pięknie, do czasu.
- Tu jest tak pięknie, miałeś rację, że mnie tu zabrałeś! - Powiedziała podekscytowanie.
- Tak. - Biegaliśmy tak i podziwialiśmy. Aż usłyszeliśmy szmer.
- Stój, słyszysz to? - Zapytałem gwałtownie zatrzymując się.
- Ale co? - Szepnęła.
- Właśnie to! Uciekaj! - Krzyknąłem i popchnąłem Jessy, sam zacząłem biec tuż za nią. Zza domku wybiegł hycel z wielką siatką w ręku. Skręciłem w wąską alejkę i pociągnąłem za sobą suczkę. Hycla to trochę zmyliło, lecz szybko nas dogonił... Biegliśmy tak przez całe miasteczko, ale po jakimś czasie znikł nam z oczu.
- Jessy, poczekaj. Widzisz go gdzieś? - zapytałem z przerażeniem.
- Nie, chyba nie. - Powiedziała z takim samym strachem. Właśnie wtedy usłyszeliśmy głos...
- Już prawie was mam... - To był hycel!
- Idź się schowaj, ja się nim zajmę! - Krzyknąłem. Jessy szybko się ukryła, a ja przełknąłem ślinę i odwróciłem się w stronę schroniskowego.
- No dobra, to zaczynamy. - Spojrzałem na wrogo uśmiechniętego mężczyznę, a potem na Jessy i dostałem nagłego napływu energii. Rzuciłem się na hycla, a on na mnie. Ugryzłem go, a on chyba zrezygnował, ponieważ upuścił siatkę i zwiał. Szybko podbiegłem do Jessy i spytałem czy nic jej nie jest.
- Na pewno nic ci nie jest?
- Nie, nic mi nie jest, a tobie?
- Nie. Ale teraz chodź, bo on może tu przyjść ze wsparciem... - Szybko ruszyliśmy w drogę. Po jakimś czasie dotarliśmy do plaży. Jessy potknęła się, a ja upadłem na nią, sturlaliśmy się z wydmy, nasze nosy stykały się, uśmiechaliśmy się, potem siedzieliśmy na piasku i oglądaliśmy zachód słońca.
- Wiesz, nie umiem ci tego powiedzieć, dlatego ci to pokażę. - Napisałem na piasku napis I love you:
< Jessy? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz