Natasha wstała dzisiaj dosyć późno, o godz. 10.00. Szybko wyszła z jaskini i popędziła do wodospadu Różka, ponieważ mieszkała w pobliżu. Droga zajęła jej jakąś minutę. Usiadła zaraz przy wodospadzie i zaczerpnęła z niego trochę wody. Była bardzo dobra i orzeźwiająca. Suczka napiła się jeszcze kilka łyków, po czym cała weszła do wody i zaczęła się kąpać. Woda według suczki była bardzo przyjemna, w sam raz na kąpiel. Gdy skończyła wyszła z wody i otrzepała się z niej. Po kilku minutach już całkowicie się wysuszyła. Tak więc, po wysuszeniu udała się na mały spacer po sektorze Avendeer. Najpierw Tasha zwiedziła Mglistą rzeczkę, niezbyt sympatycznie wyglądające miejsce. Później udała się nad Staw Zakochanych, wspaniałe i piękne miejsce. Sunia napawając się wspaniałymi zapachami kwiatów rosnących przy stawie i pięknymi widoczkami, zupełnie zapomniała o spacerze, kiedy miała zwiedzić wszystkie tereny. Dopiero później się nareszcie zorientowała która to godzina i opuściła Staw Zakochanych, udając się nad Złoty Wodospad, a później nad Fioletową Rzeczkę. W końcu udała się na Końską Plaże. Gdy suczka zauważyła przy brzegu stadko koni, od razu zaburczało jej w brzuchu, ponieważ nie jadła śniadania. Natasha podbiegła bliżej koni i ukryła się za wielkim głazem. Czekała cierpliwie aż któryś z koni podejdzie bliżej, wystarczająco blisko... W końcu jeden duży, kary koń podszedł do głaza, pod którym rosło trochę trawy. Gdy zaczął jeść, Natasha wyskoczyła zza skały i wskoczyła mu na grzbiet. Przestraszony ogier zaczął rżeć i wierzgać nogami, ale suka nie miała zamiaru się poddać. Gryzła go i drapała, aż w końcu koń padł nieżywy. Reszta koni widząc to, uciekła dalej, a zadowolona Nati zaczęła delektować się posiłkiem. Gdy w końcu zjadła, odczekała chwilę i postanowiła sobie trochę pobiegać. Ruszyła biegiem przez Końską Plażę. Rozkoszowała się tym wspaniałym świeżym powietrzem. Wystarczyła chwila nieuwagi, gdy suka zamknęła oczy i..... BUM! Zderzenie było tak mocne, że odepchnęło ją do tyłu na piach. Sunia przestraszona otworzyła oczy. Pies, z którym się zderzyła, był dość wysokim, tak jak przypuszczała suczka, mieszańcem salukiego i.... chyba borzoja. Pies wstał, to samo zrobiła Tasha. Podeszła bliżej do psa.
- Witaj. Nazywam się Natasha. Bardzo cię przepraszam za to zderzenie, to tylko i wyłącznie moja wina. - powiedziała.
Miała duże poczucie winy. Mieszaniec popatrzył na nią niepewnie, a ona czekałam z niecierpliwością na to, aż coś powie.
Rosso?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz