wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Easy

  - Cześć! Jestem Easy! - zawołała już chyba po raz setny tego popołudnia. Witała się i przedstawiała każdej napotkanej osobie, więc już po godzinie wszyscy w grocie, w której pracowali lekarze, mieli okazje ją poznać. Nie minęła nikogo, z kim nie zaczęłaby rozmawiać.
  Energia ją rozsadzała. Musiała ją wyczerpać, lecz niestety nie mogła wychodzić na zewnątrz. Rodzice jej zabronili, mówiąc, że może jej się coś stać. Nie rozumiała tego. Co takiego mogłoby się wydarzyć?
  Wystawiła głowę na zewnątrz jaskini. Zachwycił ją widok, który zastała. Wszystko było białe! Ziemia, drzewa...
  Roześmiała się, gdy na jej nos spadł płatek śniegu.
  Z tęsknotą spojrzała na pobliski las. Wiele by dała, gdyby mogła tam pójść, chociaż na parę minut. Najlepiej z rodzeństwem lub kimś, kogo dzisiaj poznała. A takich było sporo... Alex (nie odpowiedział jej, ale uśmiechnął się), Green Day, ich szczeniaki - Devo, Heaven, Roxolanne, Horizon, bohudka Casey... i wiele innych. Nie każdy cieszył się z jej obecności, niektórzy rzucali jej pogardliwe spojrzenia, gdy rozpędzona suczka przypadkowo na nich wpadała. Jednak Easy to nie przeszkadzało. Naprawdę cieszyła się, że w Sforze Psiego Głosu jest tyle psów, z którymi może rozmawiać, i szczeniaków, z którymi może się bawić. Wiek jej nie przeszkadzał. Westchnęła cicho. W tej chwili nikt nie miał czasu, by móc spędzić go z nią. Mimo to nie przestawała się uśmiechać.
  Nagle wpadła na pomysł. Zaczęła łapać spadające płatki śniegu. Przecież nie wychodziła na zewnątrz, prawda? Ona tylko stała przy wejściu... i podskakiwała.
  Pierwszy. Drugi. Trzeci...
  - Co ty wyprawiasz? - rozległ się głos.
  Easy obróciła się w trakcie skoku. Wylądowała na przeciwko nieco starszej siostry.
  - Missisipi! - ucieszyła się na jej widok.
  - Witaj. - odrzekła chłodnym tonem.
  - Czy coś się stało? - zaniepokoiła się suczka, lecz starała się tego po sobie nie okazywać. Zakryła niepokój serdecznym uśmiechem. Jak zwykle.
  - Czy coś się stało? - powtórzyła zirytowana Missisipi. - Oczywiście, że się stało! Wszyscy cię szukamy!
  - Jak to? - zainteresowała się Easy, jakby w ogóle nie zauważyła zdenerwowania siostry. - Wszyscy, czyli kto?
  - Ja, Frei, Niger... Nawet Abyss. - Tollerka posłała jej spojrzenie takie, jak ci, którzy nie życzyli sobie wesołych okrzyków małej borderki.
  - Aha... W takim razie wracam. Ale gdzie? - zapytała.
  Missisipi wzniosła oczy ku niebu.
  - Tam, gdzie chwilowo mieszkamy, a gdzie indziej? Wracaj tam, ale już! - Odwróciła się na pięcie i poszła w kierunku jednego z korytarzy. Jej nieznoszący sprzeciwu głos przyciągnął uwagę jakiejś suczki, która przechodziła obok. Easy posłusznie poszła za siostrą.
  W środku powitały ją spojrzenia brata i reszty rodzeństwa, z których mogła wyczytać słowa 'będziesz miała kłopoty, zobaczysz', lecz nic takiego nie miało miejsca.
  - Easy. - Surowy ton głosu Another przywołał ją do rzeczywistości. Beta nie lubiła zwracać się w ten sposób do innych, jednakże nie wiedziała, jak inaczej upomnieć szczeniaka. Nie miała pojęcia o wychowywaniu młodych, a teraz jakoś musiała sobie poradzić.
  - Tak, mamo? - pisnęła suczka.
  - Następnym razem nie biegaj wszędzie i nie krzycz. Parę osób się na ciebie skarżyło. - W jej wzroku widać było niezadowolenie z zachowania córki. - Pamiętaj, że tutaj pracują lekarze. Oni potrzebują ciszy, podobnie jak ich pacjenci.
  - Dobrze. - jęknęła Easy. - Już nie będę.
  - Cieszę się. - Pomimo tego, że te dwa słowa Another wypowiedziała szczerze, nie brzmiały one tak, jakby były prawdziwe. - Dzisiaj pójdziecie na lekcje... - Ostatnie słowo nie zabrzmiało zachęcająco. - ...myślistwa. - dokończyła. Frei ożywiła się, gdy to usłyszała. - A teraz dam wam spokój, - Dorosła tollerka jęknęła w myślach. Naprawdę nie potrafiła zajmować się szczeniakami. Może powinna zająć się tym Afua, opiekunka szczeniąt, a nie ona. Może tak byłoby lepiej.
  Swoje myśli zachowała dla siebie i uśmiechnęła się blado.
  Easy od razu zagadnęła Nigera:
  - Gramy w berka?
  - Nie. - mruknął pies, a na jego pysku zawitał złośliwy uśmieszek. - Berek! - rzucił i dotknął ją łapą. Suczka popędziła za nim i uderzyła go lekko w szyję, po czym odkrzyknęła:
  - Berek!
  Bawili się długo, zanim Missisipi do nich nie przyszła.
  - Widzę, że moje rodzeństwo bardzo chce się spóźnić. - bruknęła, nawet się nie witając. Nie trzeba było długo się zastanawiać, by stwierdzić, że nie miała zamiaru się z nimi bawić. Przestali się ganiać i wyszli za siostrą. Niger nie był zadowolony, że pozwolił, by zdominowala go suczka. Bardzo mu się to nie podobało.
  Na lekcje myślistwa odprowadził ich Ross - obrońca Bet. Dopiero wtedy szczeniaki po raz pierwszy wyszły na zewnątrz. Najbardziej zadowolona z tego powodu była oczywiście Easy, co nie było dla innych zbyt dużym zaskoczeniem.
  Miał ich uczyć Nero, który już czekał na młode Bety i inne szczeniaki.
  - Oprócz was będzie jeszcze kilka innych szczeniaków. - Słysząc to, Easy rozpromieniła się. - Pokażę wam, jak przygotowywać pułapki. - oznajmił.
  Parę minut później przyszli pozostali. Suczka rozpoznała kilkoro szczeniąt, które spotkała parę godzin temu. Podeszła do najbliższego z nich.
  - Cześć. Mam na imię Easy. - oznajmiła, merdając ogonem.

Jakiś szczeniak? ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz