Pozbawiona przytomności zostałam (chyba) zaciągnięta na północny skraj Sfory. Wilki szły niestrudzenie jednocześnie wlokąc mnie po ziemi za wbijające się w łapy i pysk, prymitywnie zrobione sznurki. Nagle ciągnący mnie, jakby na komende, puścili sznurki i uciekli zostawiając mnie na łaskę (przynajmniej tak szczekali) Myśliwych.
- Shi! Nic ci nie jest? -usłyszałam dzobrze mi znany głos.
- Chyba nie... Gdzie jesteśmy?
- Przy północnej granicy. Dasz radę iść?
- Raczej tak - odpowiedziałam powoli wstając.
- To chodźmy. Noc się kończy, więc musimy się pośpieszyć.
Ruszyliśmy skrótem.
***
- Tu cię złapali - powiedział smutnym głosem Ezio. - Nie wychodź więcej w nocy. Dobrze?
Przytaknęłam tylko w odpowiedzi i poszliśmy dalej.
***
Brakowało nam pewnie jakiegoś kilometra, gdy jakieś pięćdziesiąt metrów przed nami pojawiła się Chili...
(Ezio? Co my teraz zrobimy?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz