sobota, 29 marca 2014

Od Casey - Quesy II "Dziecko"

Przerwałam notowanie w notesie. Nie dlatego, że chciałam, ale dlatego, że musiałam. Skończył mi się tusz, a bez niego ciężko by mi się rysowało. Westchnęłam i wyjrzałam z jaskini. Słońce świeciło nieprzyjemnie prosto w oczy i wiał silny wiatr. Kiepska pogoda na wyjście do miasta… Postanowiłam poczekać do wieczora, a wcześniej coś upolować i najeść się porządnie. Moja wyprawa do lasu zakończyła się sukcesem – dwa średniej wielkości zające, które po powrocie szybko upiekłam. Mięso było przepyszne, głównie dzięki odrobinie przyprawy, którą zwinęłam ze sklepu podczas ostatniej wizyty w mieście. Zaczęło się ściemniać, wyszłam więc z jaskini i pobiegłam w stronę Pyskowic. Dotarcie do celu nie zajęło mi zbyt dużo czasu, a jako że było już ciemno, na ulicach nie pojawiło się zbyt wielu ludzi, których trzeba było unikać. Wszystko przebiegło zgodnie z moim planem – nie minęło nawet 15 minut, a ja już z zadowoleniem biegłam ulicami miasta trzymając w pysku worek z kilkoma butelkami tuszu – wzięłam ich trochę więcej, tak na zapas. Wydostałam się z miasta i ruszyłam w drogę powrotną, jednak chwilę później zauważyłam jakiś ruch w krzakach rosnących niedaleko mnie. Zatrzymałam się i przyjrzałam uważnie podejrzanej roślinie. Podeszłam bliżej i usłyszałam płacz. Nie taki, do jakiego przywykłam – nie był psi – ale bardziej piskliwy… Zajrzałam za krzak i zobaczyłam małą dziewczynkę. Miała zaczerwienione oczy i cały czas płakała, coraz głośniej i głośniej. Jej długie blond włosy wpadały do zielonych oczu, a różowa sukienka, którą na sobie miała była ubrudzona błotem. Gdy mnie zobaczyła, otworzyłam szeroko oczy i uciszyła się. Uśmiechnęłam się do niej najmilej jak umiałam, po czym lekko pacnęłam ją nosem w dłoń. Po chwili wahania dziewczynka pogłaskała mnie po głowie i nazwała mnie ‘grzecznym pieskiem’.
- Bawiłam się przed miastem i pobiegłam trochę za daleko. Teraz nie wiem, jak wrócić. – przyznała mi się.
Lekko przechyliłam głowę na bok i przyjrzałam się jej zamyślona. Pewnie mieszka w Pyskowicach. Jest ciemno, więc jest szansa, że nikt mnie nie zauważy… No nic, spróbuję jej pomóc. Podniosłam delikatnie dziewczynkę i posadziłam sobie na grzbiecie. Zachwycone dziecko zaśmiało się i tak mocno przyczepiło się do mojej szyi, że ledwo mogłam oddychać. Ruszyłam truchtem w stronę miasta. Gdy zbliżyłam się do wejścia, na drodze zauważyłam kilku ludzi z latarkami wołających coś do siebie. Dziewczynka też im się przyjrzała, po czym wskazała na jedną z kobiet:
- To mamusia! Dzięki piesku! – zeskoczyła ze mnie i pobiegła do owej kobiety. Z entuzjazmem jej coś opowiadała i wskazała w moją stronę.
‘Ups. Pora się zbierać.’ Pomyślałam i jak szalona pognałam do Sfory. Zabrałam jeszcze tylko butelki z tuszem, które zostawiłam przy krzakach i po kilku minutach znalazłam się w swojej jaskini. Rzuciłam worek w kąt i poszłam spać. Notatki zrobię następnego dnia…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz