piątek, 4 września 2015

Od Freiheit - CD historii Rafaello

  Zszokowana Frei na chwilę zapomniała, jak się oddycha. Po dłuższej chwili odwzajemniła uścisk, a jej serce zabiło szybciej. Wybaczył jej. Ale oprócz tego powiedział też coś, czego jeszcze nigdy w życiu nie usłyszała. Co to miało znaczyć? I co ona powinna odpowiedzieć? Na wszelki wypadek odrzekła cicho, tak cicho, że nie wiedziała, czy w ogóle ją słyszał:
  - Ja ciebie też.
  Uznała, że dobrze zrobiła.
  Zaraz, zaraz. Obiecała sobie, że nigdy do nikogo się nie przywiąże. Nigdy. Nie udało jej się wytrwać w tym postanowieniu.
  W odpowiedzi na jej słowa, Rafaello zaśmiał się cicho. Frei nie mogła powstrzymać uśmiechu, który cisnął się na jej pyszczek. Jeszcza raz przytuliła Rafa, po czym odsunęła się, lekko zawstydzona. Nie miała pojęcia, co teraz zrobić, więc czekała, aż jej kolega coś powie.
  - Co robimy? - spytał border, uśmiechając się ciepło do Młodej Bety.
  Mogła się spodziewać tego pytania.
  - Nie wiem... - zawahała się przez moment. - Nie wiem, naprawdę nie wiem. - Zastanowiła się nad propozycją jakiegoś zajęcia, lecz niestety nic nie przychodziło jej do głowy. Ona nie znała zbyt wielu zabaw. Gra w kolory była chyba jedyną. Powód byl prosty - nie przepadała za tego rodzaju spędzaniem czasu, wolała samotne spacery. Owszem, zdarzyło jej się parę razy dołączyć do grupki bawiących się szczeniąt, lecz po pewnym czasie przestawała dobrze czuć się w ich towarzystwie.
  Jednakże z Rafem rozmawiało jej się lepiej niż z kimkolwiek innym, nawet z własnym rodzeństwem nie dogadywała się tak dobrze.
  - Nie znasz innych zabaw? - zapytał zdziwiony Rafaello, jakby czytał w jej myślach.
  - Nie znam. - przyznała Frei.
  Na pysku szczeniaka odmalowało się jeszcze większe zaskoczenie, które niespodziewanie zastąpił łobuzerski uśmiech.
  - No to może... Berek! - krzyknął, lekko uderzając łapą suczkę. Odbiegł dalej, ale gdy zobaczył, że suczka nie biegnie za nim, uniósł wysoko 'brwi' do góry. Freiheit przypatrywała się mu zdumiona.
  Ale jeszcze bardziej zdumiony był Raf.
  - Naprawdę nigdy nie grałaś w berka? - powtórzył to, co przed chwilą powiedziała mu córka Bet, która w tej chwili tylko pokręciła głową. Widziała parę razy, jak jej rodzeństwo ganiało siebie nawzajem, śmiejąc sie i przewracając, lecz nigdy nie zdołała zorientować się, na czym polega ta gra i jaki ma ona cel.
  Pies wytłumaczył jej, o co chodzi w tej zabawie, po czym znowu dotknął ją łapą, krzycząc 'berek' i odbiegł dalej. Frei popędziła za nim, wpadając na niego. Prawie przewróciła Rafa.
  - Ostrożniej. - poradził jej nowy kolega.
  Przytaknęła skinieniem głowy.
  Zapewne bawiliby się jeszcze przez długi czas, gdyby nie to, że zauważył ich jeden z lekarzy. Geris.
  - Frei! - wykrzyknął na widok swojej córki. Jego nieodgadniony wyraz twarzy sprawił, że suczka nie wiedziała, czy jest na nią zły z jakiegoś powodu. - Rafaello! Co wy tu jeszcze robicie? Przecież... - urwał, widząc zabandażowaną ranę na szyi rasowego szczeniaka. - No dobra, zostańcie tutaj, ale pod żadnym pozorem macie się stąd nie ruszać. Zostańcie w tej grocie. - wskazał łapą na pomieszczenie, w którym się znajdowali. Podszedł do niego inny lekarz i powiedział coś cicho. Mimo tego, że był to szept, Frei zajerestrowała słowo, którego nie mogła nie usłyszeć: wilki.
  Ogarnęło ją przerażenie. Wilki. Tutaj. W okolicy.
  Znowu.
  - Szczeniaki zostały już przeniesione do jaskiń ich rodziń. - dodał nieznajomy suczce medyk. - Oprócz tej dwójki.
  - Zostaną tutaj. - odpowiedział Geris. - Przynajmniej przez pewien czas. Dopóki wojownicy nie przepędzą wilków.
  - Dobrze. - odparł pies. I odszedł.
  Geris pożegnał się ze szczeniakami, po czym wrócił do pracy. Raf i Frei usiedli w kącie groty, w której mieli czekać. Zostali sami.

Raf?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz