Odprowadziłem wzrokiem nowo poznaną suczkę, odtwarzając w myślach jej słowa. Wcale nie musisz taki być... Możesz się zmienić. Wystarczy, że uwierzysz. Uwierzysz w siebie.
O co jej chodziło? To nie jest takie łatwe, jak się wydaje, a zwłaszcza wtedy, gdy chce się być takim, jakim się jest.
Westchnąłem i poszedłem w stronę Złotego Wodospadu. Bez trudu rozpozpoznałem jaskinię, w której ja i Ivy niedawno zamieszkaliśmy. Stanąłem w wejściu.
- Ivy? - odezwałem się cicho.
Żadnej reakcji.
- Ivy? - powtórzyłem, już nieco głośniej.
Znowu nie otrzymałem odpowiedzi. Wszedłem do środka i rozejrzałem się. Nie było jej tutaj.
Pewnie jest na polowaniu, pomyślałem.
Wyszedłem na zewnątrz i usiadłem ptzed wodospadem. Woda o złotym kolorze rzucała się w oczy, nie sposób było jej nie zauważyć. Schyliłem się, by się jej napić. Zobaczyłem swoje odbicie w tafli wody. Blizny po odbytych walkach pozostały widoczne. Wielokrotnie splamiona krwią sierść, nawet na treningach, już dawno przestała być tak miękka w dotyku, jak dawniej.
A niedługo mogło się coś wydarzyć. Coś, co mogło sprawić, że ja i moja partnerka już nigdy więcej się nie zobaczymy...
Westchnąłem cicho. Nie będę teraz o tym myśleć.
Wstałem z miejsca i ruszyłem w kierunku Wodospadu Rożka. Minęło kilka tygodni, odkąd odwiedziłem to miejsce. Od jakiegoś czasu mieszkałem przy Złotym Wodospadzie, a wcześniej zatrzymywałem się w kilku innych miejscach.
Kiedy dotarłem do dawniej zamieszkiwanego przeze mnie terenu, mój wzrok powędrował do starej jaskini. Uśmiechnąłem się pod nosem.
Nic się tutaj nie zmieniło.
Do moich uszy dobiegł dźwięk kopyt uderzających o skały. Odwróciłem się, choć niepotrzebnie. Widok jednorożca Rożka w tym miejscu nie powinien nikogo zaskakiwać.
Ważnym dla mnie miejscem było również Odbicie zimowe, które również postanowiłem odwiedzić. Minąłem kilka innych jaskiń w okolicach mojej poprzedniej groty.
- Cześć, Winner! - rozległo się wołanie.
Zatrzymałem się i otworzyłem szerzej oczy. Ten głos, choć radosny, w ogóle nie przypominał głosu Ivy.
Kto to mógł być? I skąd znał moje imię?
Odwróciłem się w stronę, z której usłyszałem głos. Zobaczyłem borderkę. Uśmiechała się do mnie. Po chwili przypomniałem sobie, że to ta sama suczka, którą spotkałem parę godzin temu. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że jest tej samej rasy, co moja partnerka, chociaż nie wyglądaly podobnie. Ivy była biało-czarna i miała duże, błękitne oczy, natomiast ta druga również miała takie umaszczenie, lecz przeważał kolor biały, a jej oczy były brązowe.
Trudno było mi uwierzyć, że obie to border collie.
- Yyy... Cześć. - wymamrotałem. To było wszystko, co przyszło mi do głowy. - Co ty tu robisz... Nathalie? - uniosłem 'brwi', próbując przypomnieć sobie jej imię.
- Natasha. - sprostowała. Uśmiech nie zniknął z jej pyska.
- Aha. Co ty tu robisz, Natasho? - poprawiłem się, jednak zachowałem lodowaty ton głosu.
- Mieszkam tutaj. - wyjaśniła.
- Aha. - Nie byłem zbyt chętny do kontynuowania tej rozmowy. - Nie widziałem cię tu wcześniej. - mruknąłem. - Jesteś tu od niedawna, prawda?
- Tak. - pokiwała energicznie głową. - Dołączyłam kilka dni temu.
Zapadła cisza. Natasha otworzyła pysk, by ją przerwać. Nie miałem nic przeciwko temu. Skoro już doszło do tego spotkania, to wolałbym, żeby to ona mówiła, a nie ja.
Natasha?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz