- Rafaello! - krzyknęłam cicho.
Przerażona, nie chcąc stracić też jego wyszłam na dwór. Rozejrzałam się. Niektóre ptaki już zaczęły śpiewać. Usłyszałam czyjeś ruchy łapy. Ktoś pisał coś na kartce. Podeszłam do krzaków, z których docierał ten dźwięk. Siedział w nich mój przyrodni brat. Odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na niego i wymusiłam uśmiech. Ten jednak się nie uśmiechał. Spojrzał na mnie, a później na kartkę.
- Co piszesz? - zapytałam.
W odpowiedzi szczeniak spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Usiadłam obok niego. Zastanawiałam się, czy smuci się z tego samego powodu, co ja. Bez zastanowienia wzięłam z jego łapki kartkę.
- Hej! - krzyknął.
- Daj mi przeczytać! - odpowiedziałam.
To był wiersz. Dość smutny, ale niezbyt o tacie. W dodatku po angielsku, a bardzo lubiłam takie czytać.
I'm holding on your rope,
Got me ten feet off the ground
I'm hearin what you say but I just can't make a sound
You tell me that you need me
Then you go and cut me down, but wait
You tell me that you're sorry
Didn't think I'd turn around, and say...
It's too late to apologize, it's too late
I said it's too late to apologize, it's too late
Wiersz był dość długi, ale przeczytałam go bardzo szybko. Spojrzałam na niego i szepnęłam:
- Ładny. Można go nawet przerobić w piosenkę.
W odpowiedzi Raf kiwnął głową, nie odrywając wzroku od kartki, którą dalej trzymałam.
- Co Cię zainspirowało do napisania takiego tekstu? I czemu jest po angielsku? - zapytałam.
Raf?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz