wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Heaven - CD historii Rafaello

- Brawo, Raf... Zachowałeś się, jak bohater. - powiedziała cicho Irish.
Mój przyrodni brat uśmiechnął się i nabrał pewności siebie.
- To było bardzo odważne. - dodał Jonah, również chwaląc border collie'go.
- Raf, możemy porozmawiać na osobności? - palnęłam nagle.
Irish z Jonah'em wymieniła zdziwione spojrzenia. Tymczasem Raf jeszcze raz się uśmiechnął i odpowiedział:
- Jasne. Chodźmy do naszego pokoju.
Zostawiliśmy swoich przyjaciół w naszej jadalni i poszliśmy do pokoju.
- To, co chciałaś mi powiedzieć? Pewnie to ważne i osobiste, skoro kazałaś pójść do pokoju... - powiedział mój przyrodni brat.
- Chciałam Ci podziękować, Raf.
Moje oczy zaświeciły się. Powoli łzy zaczęły spływać mi po pysku. Border collie szybko je starł i powiedział z troską w głosie:
- Nie dziękuj. Przecież nie zostawiłbym Cię w takiej sytuacji. W końcu... jesteś moją siostrą.
W odpowiedzi go mocno przytuliłam. Po kilku minutach szczeniak wyrwał się z uścisku i postanowił zmienić na weselszy temat:
- Irish i Jonah na nas czekają. Co powiesz na wspólną zabawę w berka?
W odpowiedzi wesoło zamerdałam ogonem i kiwnęłam głową. Pobiegliśmy do szczeniaków i zaczęliśmy z nimi się bawić. Podczas zabawy Irish wydawała się już być bardziej odważniejsza. Po kilku minutach dołączył do nas Devo, potem Horizon z Roxo. Zabawa była przednia. Po jakiś dwudziestu minutach mama zawołała wszystkich na kolację. Zjedliśmy upieczone ryby. Wyjątkiem był oczywiście Raf, który dostał od wszystkich zieleninę. Ja jednak zostawiłam sobie troszkę, żeby spróbować. I w sumie... nie była taka zła.

Następnego dnia ja i Raf wstaliśmy jako pierwsi (jak zwykle). Dzisiaj nie było szkoły. Mama powiedziała, że będziemy mogli robić co chcemy.
- Co chciałabyś dzisiaj robić? - szepnął szczeniak, żeby czasem nie obudzić reszty rodzeństwa i gości, którzy zostali na noc.
- Ja proponuję odwiedziny taty w szpitalu lub pójście do domu Irish i Jonah'a. Co wybierasz?

Raf? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz