- Jakie 'nic mi nie jest'?! - wykrzyknęła Frei, jednocześnie oburzona, jak i wystraszona. Bała się, że zrobiła Rafowi poważną krzywdę. Próbowała wmówić sobie, że to dlatego, iż nie chce mieć kłopotów, jednak nie był to jedyny powód.
- Nic mi nie jest. - powtórzył Rafaello, lecz tym razem jego głos zabrzmiał słabiej.
- Raf? - Młoda Beta odezwała się ponownie, lekko zaniepokojona. Jak dotąd nie znała tego uczucia. Jeszcze nigdy się o nikogo nie martwiła. - Nie zabiłam cię?
- Przecież mówiłem, że nic mi nie jest. To nic poważnego. - wychrypiał szczeniak. Frei nie była do końca przekonana. Na szyi miał dosyć sporą ranę, z której sączyła się krew. Nawet młoda suczka wiedziała, że to nie jest 'nic poważnego', jak to nazwał Rafaello. Poczuła ukłucie w sercu. Odezwało się poczucie winy. Wiedziała, że to przez nią border tak krwawił.
Z trudem podniósł się z ziemi. Na śniegu pozostawił sporą plamę krwi.
- Raf... - zaczęła Frei. - Idziemy do lekarza.
- Nie! - zaprotestował. Podniósł głowę do góry i spojrzał suczce w oczy. Frei dostrzegła w nich ból, który Raf wyraźnie starał się ukryć. - Nigdzie nie idę. - oświadczył.
Westchnęła cicho. Jak to się stało, że nie mogła go sobie podporządkować? Przecież za każdym razem bez trudu przekonywała każdego do swojego zdania. Z wyjątkiem Missisipi.
Ale tym razem nie było dużo czasu. Rafaello mógł się wykrwawić, a mimo to uparcie twierdził, że nic mu nie jest.
- Raf. Idziemy. - wycedziła suczka przez zaciśnięte zęby. Powoli zaczynała odczuwać złość. Złość zmieszaną z... niepokojem. Dlaczego obawa o karę nie była jedynym powodem do tego drugiego uczucia?
- Nie. - bronił się szczeniak.
- Raf, daj spokój. - zdenerwowała się Frei.
Po długich namowach Rafaello wreszcie zgodził się pójść do jaskini, w której pracowali lekarze. Trochę czasu minęło, gdy nareszcie dotarli na miejsce. Przez całą drogę towarzyszyły jej strach i wyrzuty sumienia.
Powitał ich Robin.
- Co mu się stało?! - krzyknął dingo.
- To przeze mnie... - odpowiedziała cicho Frei, ledwo poruszając wargami.
Ale opiekun chorych już jej nie słyszał. Szybko zabrał Rafa do jednego z lekarzy.
Do Gerisa.
Teraz to dopiero będę miała kłopoty, pomyślała Młoda Beta. Jęknęła w myślach.
Wybiegła na zewnątrz, wpadając na Missisipi.
- Czy coś się stało? - Jej siostra odsunęła się i uniosła 'brwi' wysoko do góry.
- Tak. Wszystko. - burknęła Frei i odeszła, zanim Missisipi zdążyła jej odpowiedzieć.
Poszła w stronę Końskiej Plaży. Przedostała tam się w taki sposób, by nikt znajomy jej nie zauważył. Położyła się na piasku i oparła głowę na łapach. Kątem oka zobaczyła stado kuców biegnące przez plażę.
Suczka spędziła tam kilka godzin.
Później postanowiła jednak spotkać się z Rafem. Pobiegła do szpitala, prawie znowu na kogoś wpadając.
Niby to tylko lekcja walki, lecz Frei się zagalopowała i dobrze to wiedziała. Nie powinna zadawać takich ran w trakcie lekcji - przecież w ten sposób może sprawić, że ktoś nie będzie mógł przez jakiś czas uczyć się walki, co może źle wpłynąć na przyszłość.
Rafaello wyglądał strasznie. Jego sierść wciąż była zaplamiona krwią, a całą szyję miał zabandażowaną.
- Przepraszam. - wymamrotała Frei, chociaż to słowo zawsze z trudem przychodziło jej przez gardło. A mimo to było w pełni szczere.
Raf?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz