czwartek, 26 lutego 2015

Od Kasumi - CD historii Prince'a

- Idealne...- parsknęłam śmiechem, gdy Nakey strzeliła "focha" i zaczęła się bawić swoim ogonem. Coffee tymczasem spokojnie leżał. Usłyszałam kroki.
- Zgadnijcie kto przyszedł!- usłyszałam wesoły głos Kanady.
- Ciocia Acana!- wrzasnęła uradowana "córusia" - A rodzice nie chcą wyjść nigdzie i dali mi szlaban! A ja nie mam znajomych, niczego nie znam, wszyscy wiedzą, że podróże najlepiej uczą! - Acana popatrzyła na mnie z sparodiowanym wyrzutem.
- Nie prawda! - powiedział Coffee.
- Prawda! Będziesz ciągle siedział w domu to nic nie będziesz wiedział!
- Ciś! - powiedziała Acana - Jak obiecasz rodzicom, że będziesz grzeczna, zabiorę cię tam, gdzie mieszkam. Zgoda?
- Przepraszam...- powiedziała - Idziesz z nami?- spytała mnie.
- Mama zostaje! - powiedział Prince.
- Daj spokój... Będzie ze mną Acana... Mała się wyszaleje...- powiedziałam.
- No dobra, idźcie - mruknął z lekkim przekąsem. I poszliśmy. Nakey nie znała jeszcze tej drogi. Spotkaliśmy kilka psów. Nakey nie sprawiała wrażenia przestraszonej, a raczej przytłoczonej. Nie odzywała się tyle co zawsze - była wręcz za nadto spokojna. W końcu doszliśmy do opuszczonej stacji metra.
- A wiesz, że mama też tu kiedyś mieszkała? - powiedziała Acana.
- A to nie mieszkałaś wcześniej z tatą?
- Nie... to znaczy tak, ale jeszcze wcześniej mieszkałam tu. Było tu fajnie, ale raczej nie nadaje się to miejsce na wychowanie szczeniąt. Nie ważne, czy byłoby ich dziesięć, czy tylko dwójka...- powiedziałam.
- A czego to ruiny? - spytała.
- Metra.
- Metra?
- Zbudowali to ludzie. Ale nie przychodzą już tutaj.
- Jacy są ludzie?- spytałam.
- Cóż...- zdałam sobie sprawę, że nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Acana jednak mnie wyręczyła.
- Wysocy, na dwóch łapach, i prawie nie mają futra.


*Kilka godzin później*

Pokazaliśmy małej jeszcze kilka terenów. Słońce było już nisko nad horyzontem. Nakey też się trochę zmęczyła. Postanowiliśmy wrócić do jaskini. W pewnym momencie zakręciło mi się w głowie. Zatrzymałam się.
- Kas... wszystko dobrze? - spytała przestraszona Kanada.
- Mamo!?- wrzasnęła spanikowana Nakey, gdy usłyszała Acanę.
- Nic mi nie jest, zakręciło mi się w głowie...
- Na prawdę, chodźmy już. Nie wiem, czy powinnaś już tyle chodzić...


*W jaskini*

- Kasumi! Tęskniliśmy!- powiedział Prince. Coffee się do mnie przytulił.
- No, cała i zdrowa. To ja już pójdę. Na razie! - powiedziała Acana. Jednak widocznie coś (a nawet wiem co) jej się przypomniało i chciała powiedzieć to Prince'owi. Rzuciłam jej groźne spojrzenie pod tytułem "tylko spróbuj!". Ona odpowiedziała mi spojrzeniem "Jak chcesz, ja się tylko o ciebie martwię". I wyszła. Mój partner uchwycił jednak naszą wymianę spojrzeń.
- Kas... czy coś się stało?
- Czy chodzi o to, że mama nagle się z...- popatrzyłam na córkę błagalnym wzrokiem - Aoo...- zająkła się - Tato. Żeby znaleźć źródło problemu, trzeba iść w górę rzeki, nie do jej końca...- powiedziała metaforycznie. Czy to nie moje słowa?
- Kasumi...- zaczął mój partner.

Prince?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz