Wracałam właśnie od Kasumi. Lubiłam jej dzieci. Nie mogę siedzieć u niej
jednak wiecznie, nie? Poszłam na spacer. Z nudów ziewnęłam. Tak bardzo ciekawe zajęcie.
- Ktoś tu jest? - spytałam, będąc jednak pewna, że nikogo nie ma. Kolejny "tik nerwowy" z nudów.
- Nikt! - przestraszyłam się.
- Dobrze, Niktcie! Wyjdź! - powiedziałam - Na prawdę się nudzę - mruknęłam pod nosem.
- Witaj! - nagle ktoś wyskoczył z krzaków.
- Hej...?
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz