Kiedy byłem już na sali operacyjnej stała nad mną medyczka. Podała mi znieczulenie. Wtedy wyjęła swoje narzędzie i zaczęła mi odwijać opatrunki.
-To stało się podczas wojny?-Spytała. Kiwnąłem głową na potwierdzenie, a dalszy zabieg przebiegał w ciszy. Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie, a kiedy patrzyłem na sufit wydawało mi się, że on rozdwaja się. Kiedy jeszcze zaczęła boleć mnie głowa powiedziałem cicho:
-Kręci mi się w głowie.
Medyczka coś mi podała...zasnąłem...znaczy chyba. Dookoła ciemność...pustka. Nagle światło! Powoli idę w jego stronę i wyciągnąłem prawą łapę...nie było już na niej tamtej głębokiej rany i nie czułem bólu. Spojrzałem się w dół...stała tam ta medyczka. Biegała dookoła mnie i...chyba próbowała mnie ratować. Umarłem?
-Despero...-Powiedział ktoś. Ten ktoś stał w tym świetle i zbliżał się do mnie powoli. Był to...tak...był to Attaki. Zapłakałem ze szczęścia i wtuliłem się w jego futro. Attaki uśmiechnął się ciepło i stanął przed mną.
-Witaj.-Powiedział.
-Czy ja umarłem?
-Tak, niestety.
-Ale ja muszę wracać!-Krzyknąłem patrząc w dół.
-Dess...pogódz się z tym. Tu będzie ci lepiej.-Powiedział i położył łapę na moim ramieniu. Ja zrzuciłem jego łapę i odpowiedziałem z smutkiem:
-Nie mogę dostać ostatniej szansy...?
Attaki zamyślił się. Ta krótka chwila dłużyła mi się strasznie. Po chwili na pysku Attaki'ego pojawił się uśmiech.
-Wracaj.-Powiedział.
Znów go przytuliłem i wtedy zacząłem spadać. Znów ciemność...otworzyłem oczy. Znów poczułem ból, ale było mi lepiej. Nad mną stał Jared i Nixa, a szczeniaki siedziały obok. Wszyscy płakali jakby nie wiadomo co się stało.
-Jeszcze nie umarłem.-Uśmiechnąłem się lekko.
Jared? Nixa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz