niedziela, 2 listopada 2014

Od Arashi

Postawiłam dwa chwiejne kroki. Zabujało mną niczym na okręcie po czym padłam na ziemię. Jęknęłam cicho. Szłam już przez 3 dni. Przez cały mój bok i część podbrzusza widniała paskudna rana. Miałam jeszcze inne poparzenia ale to było zdecydowanie największe i co za tym idzie, najbardziej niebezpieczne. Przez pierwsze godziny podróży po ucieczce, nie czułam bólu. Gnał mnie strach. Dopiero potem zaczęły się te katusze. Każdy kolejny krok był wyzwaniem, a każda minuta mogła być ostatnia. Z powodu utraty krwi niekiedy traciłam przytomność, ale potem szłam dalej. Drugiego dnia z rany zaczęła sączyć się również ropa, co nie powiem, mocno mnie zaniepokoiło. Moje futro, ogniś piękne i ślniące teraz było skołtunione i posklejane, momentami także nadpalone. Byłam cieniem samej siebie. Z każdą minutą leżenia czułam jak łapy mi drętwieją a powieki zaczynają ciążyć. Umrę...Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Nie bałam się, bawiło mnie jednak to, że wytrzymałam walki na arenie, przeżyłam pożar i miałam już o wiele gorsze rany. Mimo tych wszystkich dokonań, zdechnę tu, z głodu, upału i prawdopodobnie zakażenia jak zwykły kundel. Nagle coś przesłoniło słońce nade mną. Otworzyłam oko i spojrzałam na czarnego psa pochylającego się nade mną. Byłam całkowicie bezbronna i zdana na jego łaskę i niełaskę.
- Kim jesteś?-zapytał.
- Ara...shi...-wychrypiałam przez suche gardło.
- Zaniosę cię do mojej Sfory. Rany wyglądają poważnie.- powiedział zdecydowanie. Zarzucił mnie sobie na plecy i skierował się w stronę stada.
- Wiem, że nie zbyt teraz dajesz radę ale mósisz ze mną rozmawiać. To cię utrzyma przy świadomości i nie zemdlejesz.- powiedział. Skinęłam głową zmęczona. Wcale nie miałam ochoty rozmawiać. Wręcz przeciwnie, najchętniej osunęłabym się w ciemność i skończyła te męczarnie,ale wiedziałam że pies ma rację. Po za tym nie zamierzałam zginąć w ten sposób.
- Skąd masz takie rany?
-Pożar.-odparłam cicho.
- Był ktoś z tobą? Jakieś inne psy? Rodzina?- wypytywał. Owszem, było ich całkiem sporo ale nie mieli szans przeżyć.
- Spłonęli. -powiedziałam znowu. Pies wyraził swoje współczucie, po czym zaczął opowiadać o sforze.
- Zapomniałem się przedstawić. Jestem Hockey.

< Hockey, dokończysz? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz