Od pewnego czasu Sacha la flur zachowywała się jakoś dziwnie. Znikała gdzieś. Kiedy nie widziała poszedłem za nią. Poszła do miasta, a dokładniej do stołu z jedzeniem na dworze. Gdy nikt nie widział, więc zabierała z niego różne rzeczy. Podszedłem do niej.
- Hej co tutaj robisz? - spytałem.
- A, Charlie, nic takiego. - powiedziała i chciała już iść.
- Pomogę ci to wszystko nieść.
- Nie, nie potrzebuję pomocy.
- Widzę, że sobie nie radzisz. - powiedziałem zachodząc jej drogę. Jakiś człowiek nas zauważył, gdy Sacha to zobaczyła, puściła wszystko z pyska i uciekła, a ja postąpiłem tak samo.
Gdy byłem już na terenach sfory, poszedłem do A'psika i powiedziałem mu o zaistniałej sytuacji.
- Dziwisz się, głodna jest pewnie. - powiedział A'psik.
- Choć ze mną. - odpowiedziałem
- No dobra.
Byliśmy w mieście, tam gdzie spodkałem Sachę.
- Jak jakiś człowiek nas zauważy, mów.
- Dobra.
I zacząłem ściągać jedzenie ze stołu. Gdy uważałem, że już wystarczająco dużo, poszedłem na tereny sfory do nory Sachy.
Gdy byłem w pobliżu niespodziewanie wyskoczyła Sacha, warcząc na mnie.
- Co ty tutaj robisz? - warknęła.
- No przyniosłem do ciebie jedzenie.
Suczka szybko odebrała mi je odebrała i sobie poszła, a ja poszedłem za nią. Doszedłem na koniec lasu wrzosowego i zobaczyłem dzieciaka.
CDN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz