Szybko otrzepałem się z kurzu i wybrałem sobie ładną, niewielką, łaciatą lamę. Podszedłem powoli od tyłu. Jeszcze tylko dziesięć kroków, siedem, pięć, trzy...
Skoczyłem na zwierzę, przycisnąłem je do ziemi i zrozumiałem, że sam nie dam rady czemuś tak dużemu i z tak silnymi nogami.
- Lisa! Kir! - zawołałem. Na więcej imion nie starczyło czasu, bo lama wierzgała coraz bardziej i trzeba było ją trzymać.
< Fart? Rodzeństwo? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz