czwartek, 10 września 2015

Od Green Day C.D. historii Alex'a

Suczka poczekała aż pies wyjdzie z gabinetu. Gdy tylko drewniane ciężkie drzwi zatrzasnęły się, Greenie opadła z hukiem na siedzisko i ciężko westchnęła. Do oczu zaczęły napływać jej łzy. Słowa Alex'a doszczętnie ją zniszczyły. Do tej pory zawsze była pewna tego, że kocha psa najbardziej na świecie, jednak teraz, zasiały w niej niepotrzebne wątpliwości.. i strach. Pomyślała, że najlepiej odsunąć się w bok i wszystko skończyć, ale szybko odrzuciła tę myśl. Wciąż go kochała. Nie potrafiłaby tego zrobić. Postanowiła walczyć. O co? Nie była pewna. O sprawiedliwość? O wolność? O pokój? O Alex'a? O dzieci? Nie wiedziała. Pierwszy raz w jej krótkim życiu genialny strateg i wojowniczka bez uczuć, nie miała żadnego planu. Zaczęła płakać.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


W końcu nadszedł upragniony dzień, gdzie po całym domu Greenie miały się rozlec śmiechy i głośne rozmowy połączone z dobrą zabawą. Niebędąca w zbytnim nastroju suczka zorganizowała swoje urodziny, aby rozweselić szczenięta. Grota byłą dość obszerna, żeby pomieścić wszystkie szczenięta i ich rodziców wraz z innymi psami. Śpiewacy zaczęli śpiewać i grać. Choć na chwilę, na ten jeden dzień dało się zapomnieć o dotychczasowej atmosferze i problemach. To był w końcu jej dzień. Piątka rodzeństwa miała jeszcze jeden plan. Chcieli ozdobić mamę. Wszyscy mieli na nią patrzeć, a zwłaszcza tata! Gdy wszyscy czekali już zgromadzeni w okręgu dookoła jedzenia i przekąsek, w progu drzwi pojawiła się Green Day. Niepewnie weszła do środka witając gości. Szczeniaki odwaliły kawał dobrej roboty. Idealnie ułożona sierść zakrywająca blizny i kwiat storczyka za uchem wystarczyły, aby ich mama poczuła się jak księżniczka. Ubłagały ją też, aby założyła obrożę z diamentem od taty, której tak dawno nie miała już na swojej szyi. Zawsze była schowana głęboko w szafce. Gdy tylko stosunki Greenie i Alex'a ochłodziły się, suczka zdjęła ją już na zawsze. Była niewygodna. Wszyscy zabrali się za jedzenie w miłej atmosferze. Chwilę potem zaczęto śpiewać. Najedzone psy zaczęły tańczyć, a szczeniaki- bawić się. Aussie nie to miała jednak w głowie.
- Alex.. - podeszła do psa, ale ten natychmiast chciał odejść. - Dlaczego mnie unikasz? - skrzywiła się jakby do płaczu.
- Chodzisz za mną. - odezwał się obojętnie.
- Musisz mnie wysłuchać. - odpowiedziała żałośnie na zarzuty.
- Nie chcę Cię słuchać,nie obchodzi mnie, co mi chcesz powiedzieć. - te słowa nie zawładnęły suczką.
- Nie? Ale teraz będziesz mnie musiał wysłuchać, czy tego chcesz czy nie. - rzuciła i w jednej chwili weszła na scenę. Wszyscy zamilkli. Zaczęła śpiewać a capella w języku obcym, który pies znał doskonale.Wiedziała, że tylko w taki sposób jej ukochany będzie chciał, lub musiał ją wysłuchać. W tłumaczeniu wyszło mniej więcej tak:
- Wiem, że zawsze potrafię znaleźć dobrą drogę, nie ważne kiedy i gdzie jestem. Musisz wiedzieć, że gra jest skończona. Tak mi przykro. - Szczeniaki zatrzymały się w zabawie i uważnie nastawiły uszu. Nie wiedziały co teraz będzie. Green jednak wiedziała co zrobi Alex. Wszedł na część pomieszczenia służącą za scenę i dołączył do niej:
- Ja tylko chcę być z kimś kto się o mnie zatroszczy. Ochroni mnie i o mnie nie zapomni. Ja tylko chcę realizować swoje sny. Moje szczęście. - spojrzał na nią swoim wężowym wzrokiem. Suczka w ogóle tego nie zauważyła. Chciała swoim wzrokiem przekazać mu zgorszenie, bodajże nienawiść. Znów nie potrafiła. Spojrzała na niego wzrokiem, którego nie kontrolowała. Oczyma w których kiedyś zakochał się Alex. Szczeniaki wyczuwały, że coś w nim drgnęło. Był to bowiem wzrok któremu zawsze ulegał i kochał. Wyraz przygnębienia i smutku, który wyleczyć mógł tylko on.
- Musisz zobaczyć, że jeśli to prawdziwa miłość, to dlaczego odchodzisz? Jeśli to miłość, wszystko będzie prawdą. Weź moje serce, to wszystko co mam. Przyjdź albo odejdź. To Twoja ostatnia szansa. Będę tu czekać. - zakończyła. Goście zaczęli szczekać, jakby klaskać. - Koniec przyjęcia, zamknąć drzwi. - rzuciła szybko schodząc ze sceny. Jeszcze chwila i zacznie płakać. Hej! Oczy! Poczekajcie jeszcze chwilę! Nie rozmazujcie obrazu..Co ona sobie myślała..?
- Ale.. - jęknął Horizon. Maluchy myślały, że wszystko będzie dobrze..
- Żadnego ale. - odpowiedziała jeszcze szybciej. - Nie! I koniec. A teraz czas na Pana. - powiedziała jakby do siebie samej i w pośpiechu wyjęła zza ucha kwiatka udając się do tylniego pokoju zaczęła odpinać obrożę. Na próżno, zacięła się. Zakłopotany border zaczął uspokajać gości.
- Spokojnie, zostańcie. Bawcie Się. Muzyka! Pójdę do niej zobaczyć. - z trudem uśmiechnął się, był jeszcze roztargniony po tym, o czym śpiewał razem z suczką jeszcze chwilę temu. Przyśpieszonym krokiem udał się do pokoju głaszcząć jeszcze w pośpiechu główkę Heaven stojącą ze szczeniętami w pokoju gości i uśmiechając się uspokajająco.

Alex? Napisałabym dalej, ale rozładowuje mi się laptop, więc resztę przekazuję Tobie. ;> ;3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz