Co sekundę przenoszono do szpitala rannych. Niektórzy z nich nie mieli szans żeby przeżyć.
Sfora Psiego Głosu przegrywała. Po chwili zobaczył, że jeden z psów płacze nad jakąś suczką. Pies był pewny, że już nie żyje. Zbliżył się do niej. Zaczął rozpaczać. Martwą suczką była Green Day.
Pies natychmiastowo wybudził się z koszmaru. Był cały spocony. Rozejrzał się. Przed nim stała Green, wyraźnie zaskoczona takim widokiem.
- Alex, wszystko w porządku? - zapytała zmartwiona.
- Tak... To był tylko koszmar... Która godzina? - chciał zmienić temat.
- 5.45. Zaraz pójdę do Alfy. Proszę, zaprowadź szczeniaki do szkoły.
Pies kiwnął lekko głową. Pocałował delikatnie swoją partnerkę i mocno przytulił.
Nie chciał jej stracić. Dzisiejszy sen był jego najgorszym. A... Co by było gdyby sen zmienił się w rzeczywistość?
Zamyślony Alex obudził szybko szczeniaki i zjadł z nimi śniadanie. Maluchy były zaciekawione, co się dzieje w głowie bordera. Pies powiedział, żeby się nie przejmowały, bo to nic związanego z Greenie. Chociaż w sumie troszkę ich okłamał.
Po śniadaniu ojciec piątki szczeniąt zabrał ich do szkoły. Gdy tylko dotarli na miejsce, pożegnał się z nimi i pobiegł do swojego miejsca pracy. Gdy wszedł, od razu przywitała go Verona,
- Cześć, Alexander. - przywitała się z uśmiechem na twarzy.
- Cześć. Czemu jesteś taka zadowolona? - zapytał.
- Dzisiaj jest mało pacjentów. Co oznacza, że chyba wilki na dzisiaj odpuściły.
- Oj, Verie... Dopiero jest 8. O tej godzinie raczej nie będą na nas czatować. - odpowiedział jej.
Zanim lekarka coś powiedziała, pies poszedł do swojego gabinetu.
Green Day? Weny nie mam :<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz