Udali się w stronę gór Farreferre. Najpierw szli przez iglasty las, który zdawał się nie mieć końca. Ośnieżone gałęzie zasłaniały jakiekolwiek widoki, co wprawiło ich w niezadowolenie. Po deudziesru minutach wreszcie drzewa odsłoniły dolinę, przez którą płynęła dobrze im znana rzeka. Rzeka Kanga.
Uśmiechnęli się do siebie. Seth zaczął dalej rozmyślać o przyszłych szczeniakach. A co, jeśli coś pójdzie nie tak?
Odrzucił te myśli. Wszystko będzie dobrze, powiedział sobie.
Następnie zastanowił się nad imionami. Póki co miał tylko dwa pomysły - Brenda i Hacker. Po chwili do głowy przyszedł mu jeszcze jeden - Hector, w skrócie Hec, dla psa. Nymeria dla suczki, jak i Orchidea.
Z rozmyślań wyrwał go głos Brook.
- Tak? - wymamrotał pies, zdając sobie sprawę, że był tak zamyślony, iż nic nie udało mu się zrozumieć.
- Pytałam, czy daleko jeszcze do naszego celu. - oznajmiła.
Spojrzał w górę.
- Niecałe dwie godziny. - odrzekł.
Szli dalej, w pewnym momencie zapadając się w śniegu. Owczarek wiedział, że wyprawa w Farreferre zimą nie była bezpieczna, jednak on wiedział, że są szczyty, które można było zdobyć nawet o tej porze roku.
Śnieg nie sypał w tej chwili, jednak mimo to wszystko wokół nich było pokryte białym puchem.
Czas mijał powoli. Seth i Brook co jakiś czas zatrzymywali się, by odpocząć.
- A końca nie widać. - poskarżył się owczarek.
- Masz rację. - westchnęła jego partnerka, po czym dodała: - Ale to ty chciałeś tam iść.
- Wiem... - przyznał.
Ruszyli do przodu, kontynuując wyprawę. Trafili na niewielki strumyk, z którego spływała krystalicznie czysta woda. Seth schylił się, by zaczerpnąć łyk wody, a wadera zrobiła to samo.
Nagle ich uwagę przykuł zapach. Zapach zwierzyny, który dochodził z niedaleka. Wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Poszli w tym kierunku, a gdy zbliżyli się już na tyle, że właściwie mogliby już wybiec i zaatakować, na śniegu zauważyli czerwoną linię, ciągnącą się aż do ledwo poruszającej się do przodu sarny. Po jej szyi spływała krew.
Seth i Brook postanowili skrócić jej cierpienia. Rzucili się na nią, za nim zdążyła ich zauważyć. Nie miała już najmniejszych szans na ucieczkę. Nie wyczuła ich, ponieważ stali pod wiatr. Padła, gdy wadera wbiła kły w jej szyję.
Zaciągnęli zdobycz pod drzewo i zabrali się do jedzenia. Resztki zakopali pod śniegiem. Następnie ruszyli dalej.
Kiedy znaleźli się wyżej, otaczająca ich kosodrzewina wydzielała charakterystyczną dla siebie woń. Wdrapywali się po skałach, uważając przy tym, by się nie poślizgnąć i nie spać.
Seth stanął w.miejscu i rozejrzał się. Byli na najwyższym punkcie ten góry. Widok pasma gór Farreferre sprawił, że owczarek poczuł się dumny.
- Brook. - odezwał się. - Jesteśmy na miejscu.
Brook?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz