niedziela, 9 sierpnia 2015

Od Heaven - CD historii Rafaello

- Dlaczego? - Raf ponownie powiedział to słowo.
Spojrzałam na Bostona, a potem na Jonah'a. "Starszy" brat mojego przyjaciela dalej nie krył złości do Rafaello. Znów zaczął krzyczeć.
- Co Cię to obchodzi? Zakochałeś się w niej? - zaczął się śmiać.
Czułam, jak rumieńce malowały się na mojej "twarzy". To nieprzyjemne uczucie, widzieć jak ktoś śmieje się z Twojego brata, nawet przyrodniego. Tymczasem Raf nie wiedział co odpowdzieć. Poczułam łapę szarego border collie'go. Chciał mnie przytrzymać, żebym nie zrobiła nic głupiego. Dobrze znał moje uczucia. Widząc reakcję Rafa, Boston zaczął się głośniej śmiać.
- Haha, widzicie? Rafaello się zakochał, tylko pewnie bez wzajemności. HAHA!
Wyrwałam się z uścisku Jonah'a i podeszłam do Bostona.
- Odczep się od niego! Nie masz innych rzeczy do roboty? - warknęłam.
Pierwszy raz reagowałam złością. Nie potrafiłam się powstrzymać przed krzykami na Bostona. Jestem inteligentną osobą nie wdającą się w bójki, ale nie mogłam tak zostawić bliskiego sobie psa. Kocham Rafa, jak to brata.
- Powiedział szczeniak, który okłamywał swoje rodzeństwo. Ty i Rafaello jesteście siebie warci. - prychnął.
Chciałam naskoczyć na niego, ale Jonah mnie powstrzymał. Dl rozmowy dołączyła Alaska, zażenowana zachowaniem swojego brata. Przyszła również nauczycielka i wszystkich nas rozdzieliła. Za karę musieliśmy wszyscy zostać po lekcjach.


Po skończonej lekcji walki, ruszyłam z Jonah'em do jaskini, gdzie mieliśmy spędzić godzinę. Weszliśmy do środka. Typowa grota do nauki. Nauczycielka, która "przyłapała nas na gorącym uczynku" (tak na to mówiłam) uczyła myślistwa. Dlatego też trochę się ucieszyłam, bo lubię ten przedmiot. Na stole dorosłej suczki dało się zauważyć kilka ziół. Razem z Jonah'em zajęliśmy miejsce przy jednym z kamieni. Powoli innych szczeniaków zaczęło przybywać. Przyszedł Rafaello, a kilka minut potem Alaska z Bostonem. Wszyscy usiedli na miejscach. Po chwili przyszła też nauczycielka. Zaczęła prowadzić dodatkową lekcję o ziołach. Co prawda, było to w postaci kary, ale ja nie nudziłam się ani jednej sekundy. Godzina upłynęła mi bardzo szybko. Wyszliśmy z Jonah'em ostatni. O dziwo, czekał na mnie Raf, a na mojego przyjaciela Boston i Alaska. Pożegnałam się z szarym border collie i poszłam z przyrodnim bratem w stronę domu.
- Wiesz, Heaven? Dzięki, ale nie musiałaś... - powiedział do mnie.
- Musiałam, Raf. Nie pozwolę, żeby ktoś śmiał się z bliskiej mi osoby. - odpowiedziałam i wymusiłam uśmiech.
Po kilku minutach weszliśmy do naszego domu. Roxolanne bawiła się z Devo, a Horizon rozmawiał z mamą. Gdy nasza rodzicielka zobaczyła, że wróciliśmy od razu się na nas wydarła.
- Mamo, ja tylko broniłam Rafa! Boston się z niego śmiał! - krzyknęłam.
Do niej jednak nic nie docierało i mówiła, że jeśli sytuacja się powtórzy, dostaniemy karę. Tymczasem gniew znów zaczął mną sterować.
- Wiesz co? To przez Ciebie tata jest teraz w śpiączce!
Po tych słowach zakryłam pysk łapami. Jak ja mogłam to powiedzieć? W oczach mojej mamy zauważyłam łzy. Wzmianki o tacie były dla niej bardzo delikatnym tematem.
- Mamo... - szepnęłam.
- Wyjdź. Idź do swojego pokoju. Nie chcę Cię widzieć. - odpowiedziała, a po jej pysku leciały łzy.
Zapłakana pobiegłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i dalej płakałam. Nagle, wszedł Raf. Usiadł obok mnie i powiedział:
- Nie płacz. Strach i gniew Tobą sterował.
Starłam łzy i przeniosłam wzrok na zabawki. Nie potrafiłam spojrzeć w tamtej chwili na żadnego psa.

Raf?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz