niedziela, 2 sierpnia 2015

Od Alex'a - CD historii Green Day

Zgubiłem swoją partnerkę. Miałem już dość. Znowu coś sobie wymyśliła i ubrała się w jakiś płaszcz ukradziony z Pyskowic. W tej chwili ważne były szczeniaki, które zostawiłem w szpitalu. Roxo i Heaven nie mogą tam być. Nie wiem, co Green Day myślała, gdy mi je dawała, ale pewnie nic. Małe suczki mogą z szafek wyciągnąć jakieś substancje, albo kręcić się i przeszkadzać w moim miejscu pracy. Natychmiastowo wróciłem po nie. Dzięki Bogu, jeszcze niczego nie tknęły, ale były gotowe, żeby to zrobić. Zabrałem je tam, gdzie była reszta ich rodzeństwa. Poprosiłem nauczyciela, żeby się nimi też zajął, ponieważ ja z Greenie jesteśmy zajęci. Pies na szczęście to zrozumiał i został ze szczeniakami.

Postanowiłem pójść do Pyskowic. Potrzebowałem stamtąd lekarstwa dla pacjenta, a poza tym chciałem pomyśleć sam na sam o zachowaniu swojej partnerki. Byłem bardzo zamyślony. Nie patrzyłem przed siebie. Przechodziłem przez pasy. Nagle jechał jakiś pijany człowiek samochodem. Nie zdążyłem przejść na drugą stronę.

Oddychałem swobodnie. Nie wiedziałem, gdzie jestem. Nie potrafiłem się ruszyć ani też wstać. Po prostu leżałem. Ale wszystko słyszałem. Płacz szczeniąt i Greenie. Co się ze mną stało?
- To cud, że w ogóle przeżył. Trzeba być dobrej myśli. - powiedział głos, który należał do Gerisa.
- A kiedy obudzi się z tej śpiączki? - zapytał Horizon, popłakując.
- Zrobimy wszystko, żeby się obudził, ale to też od niego zależy. Prawdopodobnie teraz nas słyszy, ale zaraz będzie jakby spał. - odpowiedział mój współpracownik.
Wszystko wskazywało na to, że jestem w Sforze, w szpitalu. W dodatku zaraz popadnę całkowicie w śpiączkę. Chciałem się poruszyć, wstać, ale nie miałem na to siły.
- To wszystko moja wina... - szlochała Green Day.
- Na szczęście go tu przyniosłaś. Dobrze, że akurat tam byłaś. A w sprawie tych badań... Jest już bardzo późno. Zrobię Ci je jutro. - powiedział do niej Beta.
- A czy możemy pogadać z tatą..? - nieśmiało zapytały moje córeczki.
- Oczywiście, ale raczej Wam nic nie odpowie.
Pies, Greenie, Rafaello ze swoimi braćmi wyszli z jaskini. Tymczasem poczułem, jak ktoś się do mnie przytula. To była mała Heaven.
- Tato, proszę... Nie umieraj.... - płakała.
- Jesteśmy tu z Tobą... Masz nas, nie odchodź! Wstań... - mówiła Roxo, która nie wierzyła w mój stan zdrowia.
Tymczasem ja "straciłem" słuch. Nie mogłem już nic zrobić. Popadłem w sen. Długi sen.

Green Day? Czyżby dramat 2? XDD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz