Seth spojrzał na księżyc wiszący na niebie. Przypomniał mu się dzień, w którym zdecydował się zamieszkać tutaj z Mayą. Niebo wyglądało wówczas dokładnie tak samo.
- Jeśli chcesz... - Owczarek spojrzał z ukosa na Brook, która patrzyła przed siebie. Po chwili zerknęła na niego i uśmiechnęła się. Pies odwzajemnił gest.
- W którym miejscu będziemy mieszkać? - spytała jego partnerka.
- Nie wiem. - Seth wzruszył ramionami. - Wszystko mi jedno.
- Wiesz, oprócz tej chatki jest tu jeszcze trochę przestrzeni, więc nie musimy być akurat tam, zwłaszcza, że oprócz nas mieszkają tu jeszcze inni. - zauważyła.
- Masz racje. - zgodził się.
Rozejrzał się dookoła. Faktycznie, było tu dużo miejsca. Wystarczająco, lecz wokół nie znajdowała się ani jedna jaskinia. Pozostawało więc wykopanie nory.
Spojrzał w niebo, na którym nie było widać ani jednej gwiazdy, tylko chmury i księżyc. Oczyma wyobraźni zobaczył wejście do mieszkania pod ziemią, w środku koc ukradziony z Pyskowic, na nim on i Brook... a wokół nich gormadka rozwrzeszczonych kuleczek...
Odrzucił tę ostatnią myśl.
Za wcześnie na szczeniaki. Zdecydowanie za wcześnie.
Mogliby wychodzić na zewnątrz, wdrapywać się na domek w okolicy i podziwiać zjawisko często spotykane na Księżycowym Polu... tak jak za dawnych czasów, gdy byli tylko przyjaciółmi. Oczywiście, Seth w ogóle nie żałował tego, że wadera została jego partnerką. Kochał ją całym sercem i wyobrażał sobie, że mogłaby się nigdy nie pojawić w jego życiu.
- Seth? - Brook pomachała mu łapą przed oczami.
- Tak? - przekręcił łeb w prawą stronę i uśmiechnął się do niej szeroko. - Mówiłaś coś?
- To w końcu gdzie chcesz zamieszkać? - zapytała. - Oczywiście, wiem, że tutaj, ale gdzie dokładniej?
- Gdzie chcesz. - odrzekł i pocałował ją. - Decyzja należy do ciebie.
Brook?
- Jeśli chcesz... - Owczarek spojrzał z ukosa na Brook, która patrzyła przed siebie. Po chwili zerknęła na niego i uśmiechnęła się. Pies odwzajemnił gest.
- W którym miejscu będziemy mieszkać? - spytała jego partnerka.
- Nie wiem. - Seth wzruszył ramionami. - Wszystko mi jedno.
- Wiesz, oprócz tej chatki jest tu jeszcze trochę przestrzeni, więc nie musimy być akurat tam, zwłaszcza, że oprócz nas mieszkają tu jeszcze inni. - zauważyła.
- Masz racje. - zgodził się.
Rozejrzał się dookoła. Faktycznie, było tu dużo miejsca. Wystarczająco, lecz wokół nie znajdowała się ani jedna jaskinia. Pozostawało więc wykopanie nory.
Spojrzał w niebo, na którym nie było widać ani jednej gwiazdy, tylko chmury i księżyc. Oczyma wyobraźni zobaczył wejście do mieszkania pod ziemią, w środku koc ukradziony z Pyskowic, na nim on i Brook... a wokół nich gormadka rozwrzeszczonych kuleczek...
Odrzucił tę ostatnią myśl.
Za wcześnie na szczeniaki. Zdecydowanie za wcześnie.
Mogliby wychodzić na zewnątrz, wdrapywać się na domek w okolicy i podziwiać zjawisko często spotykane na Księżycowym Polu... tak jak za dawnych czasów, gdy byli tylko przyjaciółmi. Oczywiście, Seth w ogóle nie żałował tego, że wadera została jego partnerką. Kochał ją całym sercem i wyobrażał sobie, że mogłaby się nigdy nie pojawić w jego życiu.
- Seth? - Brook pomachała mu łapą przed oczami.
- Tak? - przekręcił łeb w prawą stronę i uśmiechnął się do niej szeroko. - Mówiłaś coś?
- To w końcu gdzie chcesz zamieszkać? - zapytała. - Oczywiście, wiem, że tutaj, ale gdzie dokładniej?
- Gdzie chcesz. - odrzekł i pocałował ją. - Decyzja należy do ciebie.
Brook?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz