- Moje marzenie? - zdziwił się Seth. Nigdy się nad tym nie zastanawiał, aż do dziś. Właśnie uświadomił sobie, że nie miał marzeń. Żadnych.
- Mhm. - Brook pokiwała głową. - Twoje.
Owczarek chciał jej odpowiedzieć, że najbardziej pragnie jej szczęścia, lecz coś mu podpowiadało, że oczekiwała innej odpowiedzi.
Nagle przypomniał sobie, o czym marzył, gdy był szczeniakiem. Uśmiechnął się, gdy przypomniał sobie dzień, w którym rozpoczął Wielkie Budowanie Rakiety. Wówczas miał niecałe cztery miesiące.
- Chcę polecieć na Księżyc. - oznajmił pies i wyszczerzył się do Brook.
Wadera przewróciła oczami.
- Ja mówię poważnie o tym marzeniu.
- Ale to jest poważne. - bronił się Seth.
- Bardzo. - prychnęła, lecz uśmiechnęła się. - Mam na myśli coś, co możemy spełnić.
Owczarek zastanowił się, czego tak bardzo chce. Jeju, naprawdę nie miał marzeń.
- Brook... - zaczął. - To zabrzmi dziwnie, ale ja naprawdę nie mam marzeń.
- Daj spokój, Seth. Każdy ma jakieś marzenia. - powiedziała.
- Ale nie ja. - jęknął. Ta rozmowa traciła sens i do niczego nie prowadziła. Oboje o tym wiedzieli.
Nagle przypomniał sobie o Mayi. Nie wiedział, o czym ona marzyła. Jej koniec nadszedł zbyt szybko.
Mógł stracić również Brook.
Odrzucił te myśli. Nie chciał, by e tej chwili krążyły po jego głowie. Przecież ten dzień mógł być jego ostatnim...
I znowu.
- To jak? - Brook zaczęła się niecierpliwić.
Nagle go olśniło.
- Wiem! - wykrzyknął, trochę zbyt głośno. - Chcę się włamać.
- Włamać? - powtórzyła wadera. - Ale gdzie?
- Do jednego z mieszkań ludzi. - odrzekł, a na jego pysku pojawił się tajemniczy uśmieszek. - W Pyskowicach.
Brook? Krótkie wyszło...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz