- Pobudka, maluchy! Czas na śniadanie!
Wstałam, ocierając łapką oczy. Moi bracia i siostra zrobili to samo.
- Zapraszam na śniadanie! Dzisiaj królik. - powiedziała mama (Green Day).
- Królik? - zniechęcił się Devo.
- E tam, on jest pyszny! - krzyknął na całą jaskinię Horizon.
Zgodziłam się, kiwając głową. Moja siostra, Roxolanne zrobiła to samo.
Wszyscy razem poszliśmy zjeść. Najmniej zjadł oczywiście Devo, który nie cierpi królików. Po zjedzeniu tata zabrał nas... do szkoły. Mój szalony brat nie znosił jej. Cały czas stroił żarty na naszych zajęciach. Czasami wstydziłam się, że jestem z nim spokrewniona. Na naszej pierwszej lekcji uczono nas wychowania. Nauczycielka przedstawiła się jako Salavana. Devo zaczął ziewać, niby dla żartów. Kopnęłam go lekko, zdenerwowana jego zachowaniem.
- Dzieciaki, dzisiaj nie będę uczyła tylko Was. Do szkoły doszły cztery szczeniaki. - powiedziała i zaczęła przedstawiać ich po kolei.
Dwa psy i dwie suczki. Jeden z nich, szary border collie spojrzał na mnie z daleka i uśmiechnął się. Odwzajemniłam się, lekko zarumieniona. Devo spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Kopnęłam go, tylko mocniej, a ten zaczął się śmiać.
********
Nareszcie lekcja się skończyła, a my mieliśmy przerwę. Postanowiłam podejść do szarego border collie'go.
- Cześć. Jak masz na imię? - zapytałam, merdając jednocześnie ogonem.
- Jestem Jonah, a ty?
- Heaven. - podałam mu łapę.
Jonah?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz