środa, 29 lipca 2015

Od Another

  Another od kilkunastu minut siedziała w jednym miejscu, nie poruszając się. Zamarła, gdy usłyszała słowa lekarza i nawet nie zauważyła, że wyszedł. Wypowiedziane przez Alexa zdanie naprawdę nią wstrząsnęło.
  Zaczęło się od tego, że rano źle się poczuła w czasie patrolu. Na Romantycznej Łące, jednym z terenów sektora Avendeer, wszystko było jak zwykle. Cisza, spokój, jakaś para - chichocząca suczkę i pies szepczący jej coś do ucha. Nic nowego ani zaskakującego.
  Nawet nie przypuszczała, że zwykłe złe samopoczucie może być czymś poważnym, lecz na wszelki wypadek wolała to sprawdzić. Nie chciała martwić tym Gerisa. Udała się więc do Alexa, którego niedawno poznała na ognisku zorganizowanym przez Brook. W tej chwili border nie miał żadnego pacjenta na głowie. Był jedynym obecnym w tej grocie, który choć na chwilę nie miał niczego na głowie.
  Suczka nawet się nie denerwowała. Sądziła, że usłyszy coś w rodzaju 'Another, to nic poważnego. Zwykłe przemęczenie' i zobaczy uśmiech na pysku lekarza.
  Myliła się.
  Okazało się, że była w ciąży.
  Wydobyła z siebie zmuszony jęk. Jakiś czas temu została Betą. Wiedziała, że ona i jej partner się do tego nie nadają. Jednak po jakimś czasie pogodził się z tym. Nawet zaczęło jej to odpowiadać.
  A teraz miała wychować szczeniaki.
  Usiadła i odetchnęła głęboko. Na próżno usiłowała wmówić sobie, że wszystko będzie dobrze. Zastanowiła się, kogo ona chce oszukać. Przecież nic nie będzie dobrze. Ani ona, ani Gerisa nie mieli bladego pojęcia o wychowywaniu szczeniąt.
  Następną rzeczą, która wywoływała lęk u Another, była liczba szczeniąt. A co, jeśli będzie ich dwanaście? Słyszała, że Courage miała tyle młodych. Albo jeszcze gorzej - trzynaście. Właściwie to tollerka nie chciała, by było ich więcej niż cztery. Nie dałaby sobie z nimi rady. Zawsze stawiała czoła wyzwaniom, lecz w tym przypadku najchętniej by się poddała.
  To uczucie szybko minęło i Another miała wyrzuty sumienia dlatego, że w ogóle tak pomyślała. Jeszcze nigdy się nie poddała. Nie mogła się załamać. Stało się, nic na to nie poradzi.
  Mimo to wizja rozwrzeszczonych kuleczek krzątających się po jaskini ją przerażała. Obawiała się również tego, że mogą urodzić się martwe...
  - Another? - usłyszała czyiś głos. Uniosła wzrok i zobaczyła znajomego border. Gerisa. - Wszystko w porządku?
  Nie odpowiedziała. Nie było takiej potrzeby, przecież oboje znali odpowiedź na to pytanie.
  - Już wiesz, prawda? - spytała cicho.
  Pies pokiwał głową.
  Objął ją łapą, a ona wtuliła się w jego miękką sierść. Odkąd go poznała, czuła się przy nim bezpieczna.
  Do środka wszedł Alex.
  - Nie chcę przeszkadzać, ale muszę ją zbadać. - powiedział.
  - Poradzimy sobie z nimi. - wyszeptała Another do ukochanego, mając na myśli szczeniaki. - Prawda?
  - Oczywiście. - odrzekł równie cicho. Następnie wyszedł.

  Dwa tygodnie później okazało się, że Another miała spodziewać się pięciu młodych. Pięć, pomyślała, gdy usłyszała tą liczbę od Alexa. Nie najgorzej.
  Poradziła sobie z obejmowaniem posady samicy Beta. Była już prawie pewna, że uda jej się również wychowanie szczeniąt. Co z tego, że nigdy w życiu nawet nie pilnowała jednego, chociaż na pięć minut?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz