czwartek, 19 lutego 2015

Od Prince'a - CD historii Kasumi

Nienawidziłem Kasumi, ale coś nie dawało mi spokoju. Jakieś uczucie więzi, coś było nie tak. Mózg kazał mi się zatrzymać, a serce sprawdzić czy u byłej wszystko OK. Opierałem się, ale w końcu pobiegłem. Powietrze miało dziwny zapach niepokoju. Wbiegłem zakłopotany do jej tunelu, ale tam zastałem tylko zwłoki Asesina. Podszedłem bliżej, wyczułem zapach trucizny, a szkła leżące na ziemi pokaleczyły moje łapy. Asesino był lekko podrapany, ale wiem, że to trucizna go wykończyła. Promienie słońca oświetliły ślady, zostawione przez... Kasumi! Trucizna musiała się rozlać, a Kasumi w nią wdepnąć. Modliłem się, by nie było za późno, bo jej ślady prowadziły do wrogiej watahy. Zaczął padać deszcz, zgubiłem trop i po prostu biegłem przed siebie. Głośno zawyłem, a w oddali usłyszałem kolejne wycie. Znów kolejne. Psie wycie wymieszało się z wilczym. Coś jest nie tak. Nagle ktoś, lub coś się na mnie rzuciło. Było ciężkie, ale przestało się ruszać. Udało mi się wyślizgać spod tego czegoś. To zwłoki jakiegoś nieznajomego mi psa, który miał zakrwawioną szyję i najwyraźniej dopiero teraz padł. Co tam się do c****ry dzieje?! Im bardziej biegłem przed siebie tym bardziej miałem ochotę zawrócić. Kasumi nie była już dla mnie taka ważna, ale nie mogłem nic poradzić na te uczucie. To było ode mnie znacznie silniejsze. Zatrzymał mnie jakiś wilk. 
- Co? - spytał w pozycji do walki (tak jak ja) - Kolejny pies chcę zawalczyć z Alfą?
- Co?
- No ta twoja koleżanka, pamię...
Nim zdążył wypowiedzieć ostatnią sylabę, rzuciłem mu się do gardła i bez wahania zagryzłem. Nigdy nie znalazłbym w sobie takiej siły, a jednak. Nadal czuję coś do Kasumi. Zatrzymałem się parę metrów, przed watahą naprawdę ogromnych i silnych (tak myślę) wilków. Moje oczy wbrew mojej woli dostrzegły drobne, małe ciałko... Kasumi. Lekkie drgania lewego ucha, dały mi siłę by walczyć. Nigdy, aż tak nie wytężyłem wzroku. Wilki również nie próżnowały. Zaczęły biec w moją stronę, a ja krzyknąłem jak nigdy wcześniej:
- Stać!
Były zaskoczone, że nawet nie próbuję uciekać i się nie boję. 
- Chcę jej ciało. 
Samiec Alfa (na takiego wyglądał) zaczął się śmiać, ale w końcu powiedział:
- Podobasz mi się młody, tym razem Ci darujemy, bierz ją i sp**aj.
Na mojej twarzy pojawiło się zdziwienie i musiałem dopytać.
- Nie no, kpisz ze mnie.
- Bierzesz je czy nie? Ten wasz związek jest na prawdę silny. Ty nie boisz się stanąć przed watahą wilków, a ona wyzywa Alfę na pojedynek.
Powoli podchodziłem do jej ciała. Wilki kąsały mi ogon. Potem łapy, ale nie reagowałem. Rzuciłem ją na moje plecy i ruszyłem w drogę do naszej jaskini, która była już gotowa. Dobrze, że wilk, którego zabiłem zdechł w krzakach i nie było go widać. Gdy dotarłem wyczerpany na miejsce, rzuciłem ją do zimnej wody, która zaczęła parować. Lekko ciepła woda, łagodziła jej rany. Musiałem sięgnąć po ekstremalne środki. Wezwałem jednego ze starych anonimowych szamanów i zostawiłem ich sam na sam.

*po paru godzinach*

- I? - spytałem przejęty.
- 15% szans na przeżycie. 
Prawie omdlałem, ale cieszyłem się, że jest nadzieja.
- Moje lekarstwa nie pomogą. Tu chodzi o jej umysł, nie ciało.
- Rozumiem.
- Dasz radę - powtarzałem podchodząc - Nie zostawisz mnie na tym świecie samego. Jeśli nie chcesz tego robić dla siebie, zrób to dla mnie. Wiem, że mnie kochasz, bo ja czuję to samo. 
Mówiłem do pół-trupa.
- No dalej... Zabije się jeśli tego nie przeżyjesz, nie dam rady żyć z myślą, że to przeze mnie.

Kasumi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz