wtorek, 17 lutego 2015

Od Neli - CD historii Cochisego

"Jest!" Pomyślałam sobie, ponieważ to w mojej jaskini będziemy mieszkać. Nazajutrz spotkaliśmy się na placu głównym. Omawialiśmy, czy lepiej już rozpocząć remont, czy może potem...
- Uważam, że już teraz ruszyć do Mayai i rozrysować plany...
- Właściwie lepiej byłoby zacząć wcześniej remont...
- A w jego czasie... o! Moglibyśmy mieszkać u ciebie! Ale tylko na czas budowy...!
- Dobry pomysł. To może już ruszajmy. A potem wyniesiemy twoje rzeczy do mojej jaskini.
- Ach... a potem budowa! Ach... i wracamy do mnie...! - westchnęłam
Ruszyliśmy powolnym spacerkiem. Podziwialiśmy las, łąki... Obserwowaliśmy przy okazji "domy" innych psów. Kto wie?! Dzięki temu mógł nam do głowy wpaść jakiś ciekawy pomysł. Słońce cudnie grzało lekko wyschniętą już glebę. Niebo było tak błękitne, że wyglądało jak kartka pomalowana jaskrawymi barwami. Było na nim parę puszystych, lekkich obłoków, przypominały one takie małe baranki pasące się beztrosko na łące pełnej barwnych kwiatów. Po bokach ścieżki widniały wysokie świerki, których gałęzie uginały się pod dużymi szyszkami. Trawa była zielona jak nigdy, kuła mnie delikatnie w łapki. Wokoło nas rosły pięknie pachnące stokrotki i niezapominajki. Wysoko nad nami szybowały ptaki i małe i duże, i kolorowe, jak i szare. Ćwierkały różne melodie, każdy inną, ale każda z nich była na swój sposób wyjątkowa i po prostu przepiękne... W powietrzu unosił się zapach kwiatów, kwitnących traw... Gdzieniegdzie przelatywał barwny motyl, który zapewne szukał nektaru... To był taki piękny dzień... gdy szliśmy dalej do Mayai, zatrzymaliśmy się przy strumyku, aby się napić wody. Cochise wyciągnął wiersz, który zapewne skończył pisać wczoraj późnym wieczorem, kiedy już spałam.

Cochise?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz