wtorek, 3 lutego 2015

Od Napoleona

Dzień jak co dzień. Niestety pogoda nie dopisywała tego poranka. Dżdżysto, zimno i nudno. Postanowiłem nie wysuwać nosa z legowiska. Niestety deszcz się nasilił. Tym razem coraz częściej krople spadały mi na głowę. To irytujące. Na samą myśl o tym wyobraziłem sobie Lorei. Moja wkurzająca siosta. Oby tylko nie przeszkodziła mi w rozmyślaniu. Nie wywołuj wilka z lasu i to dosłownie. Nagle się zjawiła. Błagam, tylko nie to…
– Hej Nap! Pobiegasz ze mną w deszczu? – spytała.
– Tylko o tym marzę by być mokry! A teraz bądź łaskawa sobie iść.
Nagle z wielkiego liścia woda spadła w prosto na mnie. Lorei zaczęła chichotać.
– Masz babo placek!
– Nie masz nic lepszego do roboty?
– Mam poskaczę sobie w kałużach. – to mówiąc suczka wskoczyła w tą tuż przy mnie.
Wielka fala błota prosto na mnie. Tego już za wiele. Zerwałem się i zacząłem pogoń.
Już prawie ją miałem, kiedy wpadłem na psa. Winowajca umknął śmiejąc się.
– Dopadnę cię! – krzyknąłem za nią.
– Kogo dopadniesz? – spytał Prince otrzepując futro.
- Najbardziej irytującego psa na świecie. Przepraszam, że na ciebie wpadłem.

Prince? Lorei?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz