- To... Wszystko... Przez Ciebie.- powiedziałam i rzuciłam mu się do oczu. Basior się niespecjalnie bronił... Jakby było mu wszystko jedno. Zaraz, co ja robię? Jestem chora psychicznie? Chyba tak...- Przepraszam! Nie wiem co we mnie...
- Nic się nie stało. I tak już umieram...- pokazał flakonik z resztką trucizny.
- Nie no, kurna, blefujesz! Pomocy!- zawołałam... Wilk już jednak odleciał. Ja próbowałam wypić niewielką resztkę trucizny. Poczułam jednak ból brzucha, przez co rozbiłam fiolkę. Ja jednak... Muszę to zakończyć. Za dużo psów już przeze mnie cierpiało. Za dużo stworzeń umierało. Pobiegłam do watahy wilków.
- Czego tu?!- spytał zwiadowca.
- Odbyć pojedynek z alfą.- albo raz na cokolwiek się przydam, albo umrę z godnością. Uśmiechnęłam się. Wilka chyba go rozśmieszył mój rozmiar.
- No dobra... Zawołam go.- śmiał się pod nosem. Minutę później stanąl przede mną wielki wilk. Rozpoczęliśmy pojedynek. Po kilku moich śmiałych ugryzieniach wilk najwyraźniej rozwalił mi trzustkę. Nie upadłam jednak. Chciałam rzucić się dalej, ale znowu poczułam silny ból głowy. Ostatnią myślą było to, skąd się wziął. Poczułam kolejny cios w brzuch.
- Podrzućcie ją gdzieś do watahy...- usłyszałam głos.
***
Obudziłam się... Nie wiem gdzie. Zobaczyłam tylko kilka psich pysków - za bardzo bolały mnie oczy, żeby je rozpoznać.- Kasumi... Ty idi...- usłyszałam głos.
- Będzie mi dobrze w piekle, heh.- powiedziałam i... Odleciałam. Już nigdy więcej się nie obudziłam.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz