- Dobrze. - Gabriel uśmiecha się lekko. - Będziemy czekać.
Husky odwraca się i biegnie, zapewne do groty medyków. Naturalnie, nie do tej starej. Tamta była w Navydeer, a przecież ten sektor straciliśmy. W ten sposób Verona straciła dom. Nie tylko ona, w Navydeer mieszkało bardzo dużo psów.
Nie próbuję dalej śledzić wilka. To nie ma sensu, przecież już za późno, aby go dogonić. Nie ma szans. Nie warto. Zamiast tego mruczę pod nosem:
- Dobra, pójdę na te badania.
Słyszę swoje własne kroki. Idę po śniegu, mam świadomość, że zima dobiega końca. Już niedługo nastąpi wiosna, będzie ładnie. Kwiaty nam zakwitą, słońce będzie świecić... Wszyscy by się cieszyli, gdyby nie wojna. To psuje cały urok każdej pory roku, w tym zimy. Zawsze lubiłem zimę, ponieważ było tak przyjemnie biegać i próbować łapać padający śnieg...
Słyszę głośne rozmowy i jęki. Grota medyków.
Zatrzymuję się przed wejściem i biorę głęboki oddech. Nie wiem, co tam zobaczę, ale nikt nie będzie winny, gdy będzie to coś strasznego. A znając życie takie właśnie będzie.
Mam rację. Wszędzie biegają lekarze. Na każdym kroku jest jakiś ranny pies. Wielu z poszkodowanych jest bliskich śmierci.
- O, Seth. - Verona podchodzi do mnie. Jej twarz rozjaśnia uśmiech. - Hej.
- Cześć. - odpowiadam. - Podobno są tu jakieś badania i mam na nie przyjść.
- Ach, no tak. Gabriel je prowadzi. - mówi suczka. - Tam. - wskazuje łapą na psa husky. Obok niego stoi bohundka, która serdecznie uśmiecha się do każdego, kto wchodzi i wychodzi. Podchodzę bliżej i staję naprzeciwko Gabriela.
- Seth, jednak jesteś. - zauważa.
- Mówiłem, że przyjdę, więc jestem. Co ze mną zrobicie? - pytam podejrzliwie patrząc na kilkoro lekarzy.
Gabriel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz