wtorek, 28 października 2014

Od Salavany

Poszłam na spacer, minęliśmy pare drzew i mały strumień, wkońcu wyszłam na kamienistą ścieżkę i się zatrzymałam. Usłyszałam szelest z krzaków i nagle wyskoczła jakaś Wadera:
-Hej, jestem Catherine, a ty?- zapytała.
-Ja jestem Salavana i jestem tu nowa.- odparłam udając głupią.
-Aha miło mi Salavana moźe cię oprowadzić?- zapytała znowu.
-Jasne, chętnie.- odparłam zamyślona.
I poszłyśmy na polane była przepiękna i cudownie śpiewały ptaki. Było cudownie kiedy nagle wyszły warczące wilki i zaczęły złowrogo wyć. Były dość złe i pełne nienawiści do psów byłam przerażona i Catherine zaczęła też warczeć na wilki nagle największy zaatakował mnie. Byłam tak przerażona źe po tym jak mnie puścił wszędzie miałam... krew i byłam ranna padłam na ziemie i zamknęłam oczy. Niewiem ile czasu minęło ale kiedy otworzyłam oczy Catherine stała nademną zamyślona. Chyba duźo minęło bo zaczęła się martwić i chodzić w koło nagle podbiegła jeszcze jedna Wadera o imieniu Jessy. Słyszałam co mówiły i postanowiły źe mnie zaniosą do alfy. Lecz ja nie chciałam i nagle krzyknęłam "Nie! Prosze zostawcie mnie!" Ale nagle zrozumiałam jak na mnie patrzą. Tak jak na trupa więc się poddałam i przeszłyśmy kamienistą ścieżkę potem strumyk a potem przeszłyśmy las. Była to ta sama droga którą tu przyszłam i dlatego czułam się bezpieczna. Wróciłyśmy do (wioski) a wszyscy patrzyli na mnie.


Catherine? Jessy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz