Był środek dnia, słońce pięknie świeciło. Poszedłem na pomarańczową pustynie. Niestety nie przemyślałem jednej rzeczy. Na pustyni w samo południe jest strasznie gorąco. Ja na dodatek mam czarną sierść, więc ledwo żyłem. Doszedłem pod górę, tam była odrobina cienia. Nabrałem nagle ochoty na wspinaczkę. W górach zawsze wieje taki przyjemny wietrzyk. Rozpocząłem moją powolną wędrówkę. Gdy byłem mniej więcej w połowie drogi, przystanąłem. Oparłem się o skałę. W pewnym momencie zobaczyłem w pobliżu mnie łapę. Była biała i wyglądała jak psia, tylko sporo większa. Podszedłem bliżej i ujrzałem właściciela kończyny. Było to niezwykłe stworzenie. Całe ciało miał pokryte krótkim srebrnym futrem. Był o wiele większy ode mnie. Głowę miał lwią. Wielką o zielonych oczach. Jego grzywa czarna jak smoła. Łapy jak już wspominałem wyglądały jak psie. Teraz zauważyłem jednak że mają dość długie, ostre pazury. Na plecach miał kolce jak jeżozwierz, biało – czarne. Teraz wszystkie postawił do góry. Tylne łapy podobne do kopyt konia. Były jednak ostro zakończone. Najdziwniejszy w całym stworzeniu był jednak ogon. Właściwe były to cztery ogony. Każdy był pokryty łuską, miał małe kolce i ostre zakończenie jak dzida. Zanim zdążyłem zareagować stwór syknął na mnie i odszedł kawałek. Ja oczywiście ruszyłem za nim. Kiedy zbliżyłem się do niego na 10 metrów zawsze na mnie warczał i sykał. Po którymś razie z kolei, zwierzę się zdenerwowało. Podbiegło do mnie i gdy chciał już się na mnie rzucić, zatrzymał się. Uśmiechnął się pod nosem i powiedział:
- Witaj. – Głos miał słaby, musiał być stary. Przez chwilę byłem na tyle zdziwiony że nic nie powiedziałem. Potem wymamrotałem:
-Dzień dobry. Jestem Saturn.
- Miło Cię poznać mnie zwą Monarchą. – Imię było dość dziwne, ale nie powiedziałem tego.
- Czym jesteś? – Monarcha spojrzał na mnie, a ja szybko uświadomiłem sobie mój błąd.- Kim jesteś.
- Bardzo starym stworzeniem. Niektórzy nazywają mnie Chimerą. – Nazwa nic mi nie mówiła.
- Czemu żyjesz sam tu sam na górze?
- Ja nie żyje na górze tylko w jaskini. Niestety jest to dość daleko, a wchodzenie jest dość męczące. Na dodatek muszę schodzić w dół by na coś zapolować.
- Jeśli chcesz mógłbym Ci pomóc. Raz na jakiś czas przynieść Ci coś do jedzenia. – Zrobiło mi się go żal. W końcu był już dość stary.
- Byłbym Ci bardzo wdzięczny, choć pokaże Ci jaskinie. – Zgodziłem się na jego propozycję. Szliśmy jakiś czas. Doszliśmy do kępki krzaków. Monarcha przeszedł między nimi, ja ruszyłem za nim.
Jaskinia była bardzo duża. W jednym miejscu płynął strumyk. W jej suficie były dziury. Wpuszczały promienie słoneczne, dlatego było dość jasno. Rozgadałem się aż usłyszałem jakiś dźwięk za mną. Obejrzałem się i zobaczyłem jak chimera zamyka wejście do jaskini, wielkim głazem.
-Co ty robisz?! – Wrzasnąłem. Jak mogłem byś taki głupi i pójść z takim potworem do domu!
- Chcę zadać Ci zagadkę. – Odparł spokojnie.
- Jaką zagadkę!
- Była sobie kiedyś Agatka. Agatka była bardzo ciekawska. Lubiła patrzeć jak ludzie grają w piłkę. Pewnego razu piłka poleciała za daleko, a Agatka pożałowała swojej ciekawości. – W zagadkach byłem beznadziejny nie chciało mi się w to bawić. Podbiegłem do głazu, ale stwór zagrodził mi drogę.
- Odpowiesz to Cię wypuszczę.
- A jak nie?
- To zostaniesz tu razem ze swoimi psimi przyjaciółmi. – Wskazał w ciemny kąt jaskini. Sądziłem że nie ma tak żadnych żywych psów. – Masz czas do zachodu słońca. Zdenerwowałem się. Zacząłem myśleć nad zagadką. Pewnie piłka ją uderzyła, albo może coś jej złamała. Nie chciałem mówić nic dopóki nie będę do końca pewien. Po pewnym czasie, Monarcha podszedł do mnie i powiedział:
- Agatka już nigdy nie była ciekawska. – Niewiele mi to pomogło. Czas mijał. Byłem coraz bardziej przestraszony. Wtedy przypomniało mi się jak mieszkałem w mieście. Ludzkie dzieci grały w piłkę. W pewnym momencie ktoś kopnął za daleko i zbił szybę. Piłka walnęła w akwarium. Może mi się wydawało, ale rybka która wcześniej tam pływała, obserwowała grę. Była ciekawska.
- Mój drogi zostało Ci coraz mniej czasu. – „Dobra, żyję się raz” pomyślałem.
- Agatka była rybką, piłka trafiła w jej akwarium. Ona przez to że była ciekawska także nią dostała. Gdyby jak inne rybki siedziała w domkach, zamkach i innych takich, nic by jej się nie stało. – Nie miałem pojęcia czy dobrze powiedziałem. – Stwór który mnie tu więził, uśmiechnął się.
- Brawo to była prosta zagadka, odwiedź mnie następnym razem, a będzie trudniej. – Odsunął głaz blokujący przejście, a ja wybiegłem. Gnałem jak najszybciej w stronę sfory. Parę razy przewróciłem się. Zwolniłem za pomarańczowej pustyni. W tedy też dostrzegłem że słońce zbliża się ku zachodowi. Postanowiłem pogadać o tym wydarzeniu z betą, Hockey’em. Morze nie dokładnie o wydarzeniu, ale o samym potworzę. Musiałem się czegoś o nim dowiedzieć. Spotkałem go w dolnej Oazie.
- Witaj – powiedziałem.
- Dzień dobry. – Odparł
- Jestem tu od niedawna i tak się zastanawiam czy są tu jakieś lokalne legendy, lub potwory do straszenia dzieci? – Powiedziałem z uśmiechem. Miałem nadzieje że weźmie to pytania za niewinne.
< Hockey? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz