poniedziałek, 17 marca 2014

Od Jeremy'ego i Kelly

Kiedy byliśmy jeszcze mali, mieszkaliśmy w Retriever Valley. Było to miasto ładne i spokojne. Czas tu płynął wolno i przyjemnie. Mieszkaliśmy na ulicy Złotej w domu nr 24. Lubiliśmy się bawić, w szczególności w nocy. Raz bawiliśmy się przy biblioteczce, na którą weszliśmy. Nagle na niej zasnąłem. Gdy się obudziłem, zauważyłem, że jestem mądrzejszy niż dzień temu. W końcu gdy mieliśmy już 2 lata, 11 miesięcy i 10 dni, rozpętał się pożar. Wszystkie domy na całej ulicy (w tym nasz) się paliły. Rodzice chcąc nas uratować utracili życie, a Kelly dostała katarakty. Po tym zdarzeniu nasze drogi się rozeszły.

Od Jeremy'ego:
Kiedy każdy poszedł w swoją stronę, ja szukałem w pobliżu sfory, do której mógłbym przynależeć. Przez długi czas nie znalazłem. Po dłuższym czasie zobaczyłem opuszczony dom. Widać było, że już nic w nim nie ma. Postanowiłem w nim przenocować. Nie było w nim zbyt ciepło, ale udało mi się zrobić coś na kształt koszyka, w którym mógłbym spać. W końcu poszedłem dalej. Nagle pojawiły się tajemnicze ślady psich łap, ale ich wcześniej nie było. Zacząłem szukać dokąd one prowadzą. Po jakimś czasie znalazłem swoją siostrę.

Od Kelly:
Po tym, jak nasze drogi się rozeszły, postanowiłam pójść poszukać dobrego miejsca do zamieszkania. Nagle zauważyłam teczkę z papierami. Otworzyłam teczkę i przeczytałam je. Widocznie należało to do jakiegoś psychologa lub kogoś tego typu. Ale zaciekawił mnie segregator z podpisem: "Badania nad psychokinezą". Przeczytałam całą (nie wiem jak, w końcu mam kataraktę), po czym chciałam sprawdzić czy naprawdę coś takiego jest możliwe. Okazało się, że tak. Udało mi się zatrzymać czas, po czym poszłam dalej. Po paru dniach znudziło mi się chodzić podczas chronokinezy, więc potem szłam już normalnie. Oczywiście testowałam swoje umiejętności, więc doszłam do wprawy. Nagle zauważyłam psa podobnego do mojego brata. Okazało się, że to on.

Od Jeremy'ego i Kelly:
- Kelly? - zawołałem
- Jeremy? - odpowiedziała mi Kelly.
- Co ty tu robisz?
- Szukam miejsca do zamieszkania... A ty?
- Ja też.
- Ładny zbieg okoliczności... Dobra, chodźmy.
I poszliśmy dalej rozmawiając co się działo itd. Po kilku dniach zobaczyliśmy małe miasto, ale nie podchodziliśmy bliżej. Kto wie, czy są tam hycle, a nie chcieliśmy być przez nich złapani. Nagle niedaleko zauważyłem inne psy. Kelly określiła, że są około 1 kilometr od nas. Podbiegliśmy do nich, po czym zapytali nas kim jesteśmy itd. Jeden z nich do nas powiedział:
- Czy chcecie dołączyć do naszej sfory?
- Bardzo chętnie - odparliśmy.

<ktokolwiek>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz