piątek, 28 marca 2014

Od Drina - CD historii Jasona

 Rozmawiałem z wszystkimi psami pokolei. Każdy opowiadał, co widział i wiedział. Historie nie różniły się zbytnio. Pokrywały się ze sobą, co pozwoliło mi wyłowić kłamstwa, zostawiając jedynie szczerą prawdę. Próbowałem rozbudzić w nich poczucie bezpieczeństwa, nie chciałem, by się bali. Nagle jeden z psów, z którymi rozmawiałem, skulił się i odbiegł. Zdezorientowany zauważyłem podobne zachowanie u innych. Obejrzałem się. Stała tam kocica, zbudowana jakby ze... światła. Prawdodpobnie była to pantera śnieżna, jednak nie to było najważniejsze. Wyglądała jak członkowie armii Rudej Wiedźmy...
- Kim jesteś? - Spytałem ostro.
 Nie okazywałem strachu. Swoją postawą chciałem dać innym, zwłaszcza maluchom, znać, że nie ma sensu piszczeć i uciekać.
- Nie moja osoba jest tu najważniejsza, Drinie - zaczęła kocica. - Ważniejsi jesteście wy. Jestem tu po to, by wam pomóc.
 Zmrużyłem oczy.
- Skąd znasz moje imię? I jaki jest twój interes w tej wojnie?
- To również nie jest istotne. Jako Alfa jesteś tu najważniejszy, więc chciałabym z tobą pomówić. Dotyczy to zwłaszcza Jasona.
 Odwróciłem się do psów, po czym ponownie zwróciłem do kocicy.
- Pomówmy na osobności. Zapraszam do mojego mieszkania.
 Udaliśmy się do mojej nory. Tam zamknąłem wejście dużym głazem, ale i tak usiedliśmy w kącie.
- Jak mam do ciebie mówić? - Spytałem.
- Jak tylko zechcesz.
- Tak więc przejdźmy do sedna sprawy. Jak nam pomożesz?
- Moja pomoc nie będzie niczym specjalnym. Dodam wam sił i pomogę omówić strategię gry.
- Gry?
- Tak, Drinie. Traktuj tę wojnę jak grę. Tylko pamiętaj - tu każde pole grozi powrotem na start, lub utratą życia.
- To rozumiem. Skoro mamy prowadzić strategię... Przydałby się może strateg.
 Już chciałem wyjść, gdy zostałem zatrzymany.
- Już tu idzie - oznajmiła obca.
 Zdziwiony, usiadłem, ale nie zadawałem pytań. Po chwili do jaskini przyszły trzy stworzenia, Doris, Volta i... jakiś błyszczący kot podobny do przybyłej kocicy.
- Nie jesteś sama - stwierdziłem.
- Nie. - Odpowiedziała krótko.
 Doris i Volta były nieco zbite z tropu.
- Tak więc.. - Zacząłem. - Co planujemy?
- Atak ze źródła. - Odezwała się Doris. - To moja propozycja.
- Niby proste, a jednak... - Westchnął tajemniczy przybysz. - To nie są zwierzęta. Nie są duchami. Nie są żywi, ale nie są też martwi. Są niczym, a jednak czymś. Nie będzie prosto ich zniszczyć.
- Tak, ale... - Zaczęła Doris, ale przerwał jej pies, wpadający do środka.

< Volta, Doris lub ktoś? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz