niedziela, 16 marca 2014

Od Cour

Z niepokojem wyglądałam z jaskini, pilnując jednocześnie, by nie robiły tego szczeniaki. Wiedziałam, że sama jakoś sobie poradzę, ale te maluchy? W żadnym wypadku.
- Słyszałaś już?! - krzyknęła Ami, wpadając zdyszana do mojej jaskini i rozwalając przy okazji pieczołowicie zbudowane przeze mnie drzwi z lichych gałązek.
- Co?! - spytałam z przerażeniem. Po chwili jednak opanowałam się i zwróciłam do szczeniaków:
- Dzieciaki, jest już późno. Kładźcie się już spać. Żadnych protestów! - zakończyłam ostro.
- Gdzie tata...? - zapytała cicho Rozie.
- Widzisz, kochanie... Tata w tym momecie stara się, żeby nikomu ze sfory nic się nie stało. W tym nam i oczywiście jemu samemu - odpowiedziałam możliwie spokojnie. Rozie spojrzała na mnie z tą dziecięcą bystrością, objawiającą się zawsze wtedy, gdy smyk wie, że rodzice coś kręcą. Nic jednak nie powiedziała i razem z innymi poszła spać.
Ami ledwo siedziała na miejscu. Gdy szczeniaki wyszły, odezwała się, właściwie nie biorąc oddechu,
- Ruda Wiedźma jest już na terenach sfory.
Zapadła pełna konsternacji cisza.
- O matko... - wykrztusiłam. Właśnie teraz! Kiedy maluchy są na tyle duże, że już zadają pytania, i na tyle małe, że nie rozumieją odpowiedzi.
- No właśnie! Słuchaj, Cour, mogę u Ciebie nocować? Wiesz, że mieszkam sama. Szczerze - boję się.
- Tak, jasne - powiedziałam w zamyśleniu.
- Od paru dni nie mogę w ogóle spać - poskarżyła się Ami. Usadowiła się na wypchanej mchem pufie.
- Ja też. Licz się z tym, że tu będą cię też budzić szczenięta - uśmiechnęłam się sztucznie.
W tej chwili moje staranne drzwi zostały rozwalone po raz drugi. Tym razem przez Nixę. Jej mina była dość jednoznaczna - wydarzyło się coś złego.
Niebezpieczeństwo.
Wojna.
Krew.
Śmierć.
Giną niewinne szczeniaki.
Niesprawiedliwość.
Okrucieństwo.
Z trudem odepchnęłam narzucającą mi się siłą masę skojarzeń.
- Co się stało?! - zerwałam się zaniepokojona.

< Nixa? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz